
Wakacje się skończyły. Uczniowie założyli plecaki na swoje ramiona i ruszyli gremialnie do szkoły. Przyszedł i czas na Nostalgię… To już ostatni raz kiedy spotykamy się w tej serii wywiadów… Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem, Schwarz-Gelb nadal będzie działać i miejmy nadzieję, równie prężnie

Nasz dzisiejszy rozmówca jest równie unikatowy, jak pozostali, a może i bardziej. Pod pewnymi względami jest wyróżniający. To pierwszy przedstawiciel leockiego społeczeństwa na łamach naszego czasopisma. Jest to osoba niezwykle znana i ceniona w kręgach mikroświatowych. Panie i Panowie, przed państwem ostatni wywiad wakacyjny z Czcigodnym Namiestnikiem Palatynatu Leocji, Franklinem Garamondem.
Mój pierwszy raz…
- Nazywam się…
Franklin Garamond - … i zajmuje się (pełnie funkcję)…
I jestem Namiestnikiem Palatynatu Leocji - W mikronacjach jestem od…
…odkąd pamiętam. Ciężko mi nawet przypomnieć sobie jak wyglądało moje życie przed mikronacjami. Co prawda nie można mnie jeszcze datować węglem, jak Czcigodnego Namiestnika Romańskiego, ale moje wirtualne „ja” mogłoby w większości krajów legalnie spożywać alkohol. - Mój pierwszy dzień w mikroświecie…
…jest raczej mglisty. Moja przygoda zaczynała się powoli. Pamiętam, że założyłem konto i dopiero po jakimś czasie faktycznie zacząłem się zagłębiać w meandry mikronacji. - Co lub kto sprawił, że jestem tu i teraz?
Moja obecność w Palatynacie Leocji to wypadkowa wielu zdarzeń, przemyśleń i rozmów, a także leczniczej przerwy od mikronacji. Przyszedł moment, w którym emerytowany murarz stwierdził, że ma kwalifikacje, by zostać architektem własnego domu i może w końcu zbudować coś dla siebie. Wie co mu się podoba, co przeszkadza i postanowił przelać to w rzeczywistą formę. - Dzień, w którym stwierdziłem, że „to jest to”…
W mikronacjach chyba ciężko o jeden konkretny punkt zwrotny. To coś bardziej na obraz otyłości czy alkoholizmu. Zaczyna się niepostrzeżenie. Kolejny wafelek, kolejny kieliszek, aż wejdzie w nawyk i po prostu nie możesz sobie z tym poradzić. Otwierasz oczy, jest kilka lat później, ważysz 250 kg albo wypijasz ćwiartkę rano przed pracą. I jedną po pracy. No i jedną w trakcie. Może dwie. - Co mnie inspirowało kiedyś, a co dzisiaj?
Inspiracje płyną zewsząd i wszędzie czyhają. Artykuł na wikipedii przeczytany przypadkiem, wizyta w muzeum, rozmowa z mikronautami. To bardzo tajemniczy i spontaniczny proces. Czasem jeden cudzy pomysł może spowodować lawinę moich. Ten proces nie uległ zmianie przez lata. - Co sprawia, że jestem tu nadal?
Kiedyś powiedziałbym — siła przyzwyczajenia i zobowiązania. Obecnie to po prostu chęć tworzenia. Mimo upływu lat znów mi to sprawia niesamowitą frajdę. - Mój pierwszy sukces…
Byłem jeszcze szarym mieszkańcem, napisałem kilka nieznaczących postów, aż postanowiłem wziąć udział w nie-pamiętam-już-jakim-dokładnie konkursie, gdzie trzeba było przygotować grafikę na zadany temat. No i… wygrałem! Ludzie mnie chwalili, zaczęli rozpoznawać. Co za uczucie! Ktoś się do mnie odezwał, czy byłbym zainteresowany współpracą, z innej strony zaproszono mnie do zamieszkania w innym regionie. Po prostu obłęd. Nagle zacząłem istnieć. - Pierwszy raz kiedy usłyszałem(poczułem), że jestem dobry w tym co robię…
Taką formą docenienia było dla mnie pierwsze powołanie na urząd państwowy. Ktoś stwierdził, że się nadaję, że mogę wnieść jakąś wartość. No i chyba wniosłem, bo potem powołano mnie kolejny raz. I to nie z braku kandydatów! - Pierwszy raz kiedy usłyszałem(poczułem), że się do tego nie nadaje…
Za każdym razem, gdy coś mnie doprowadza do frustracji, zadaję sobie pytanie, czy przypadkiem nie wynika ona właśnie z tego, że się do czegoś nie nadaję. Nie sposób zliczyć ile razy tak myślałem, ani przypomnieć sobie kiedy był ten pierwszy raz. Pocieszam się odrobinę tym, że chyba lepiej mieć poczucie, że się do czegoś nie nadaję, ale starać się, by tak nie było, niż tkwić w przekonaniu, że jestem najwłaściwszą osobą na danym stanowisku, a spływająca krytyka to przejaw zazdrości wobec geniuszu. - Najlepsza/najgłupsza rzecz jaką o sobie usłyszałeś…
Kiedyś usłyszałem, że mam godny zaufania głos. Może nie jest to najlepsza rzecz, jaką usłyszałem, ale z pewnością najbardziej utkwiła w mojej pamięci. Jeśli zaś chodzi o najgłupszą — że nienawidzę tego czy tamtego kraju, choć nigdy nic szczególnie krytycznego o nim nie napisałem. - Za czym tęsknię?
Za czasami, gdy miałem dużo więcej pasma na mikronacje. Mogłem zarywać nocki z wypiekami tworząc i nie umierać na drugi dzień w pracy. No i za swoimi włosami też tęsknię. To w zasadzie zbiega się w czasie ze sobą. Czyżby łysienie było wyrazem tęsknoty? - Mój cel… gdzie jest granica?
Granica jest postawiona tam, gdzie zaczyna się zmuszanie się do działania. Byłem za nią już wiele razy i nauczony bolesnym doświadczeniem nie zamierzam tam wracać. - Jak często pojawia się we mnie myśl: „rzucam to i jadę w Bieszczady”?
Dzięki Leocji — prawie wcale. Przyjęliśmy z Czcigodnym Namiestnikiem Romańskim prostą zasadę — nic na siłę. Jesteśmy tu dla zabawy, a nie dla kręcenia drugiego etatu po godzinach. No i to się sprawdza. Po 10 miesiącach, odkąd rozpoczęły się prace na Palatynatem, nadal chce mi się i sprawia mi to przyjemność. Może nie jest to najbardziej efektowne podejście, bo im piękniej i jaśniej czyjś zapał się spala, tym więcej się dzieje, ale długofalowo nadzwyczaj efektywne.

Serię pytań zadał Heinz-Werner Grüner. Franklin Garamond udzielił na nie odpowiedzi dnia 3 września 1920 roku.