SCHWARZ-GELB NO.4 – NOSTALGIA WAKACYJNA

Na zakończenie lipca i to w ostaniej jego godzinie mamy dla Państwa pierwszy wywiad z mieszkańcem mikroświata spoza Monarchii Austro-Węgierskiej. Z reguły to on znajduje się po przeciwnej stronie, ale nie tym razem. Zapraszamy do dalszej lektury.

Mój pierwszy raz…

Sclavinia trwa w Mikroświecie długo, nie inaczej jest z jej „człowiekiem-symbolem”, człowiekiem „Przeglądu Politycznego”. Dzisiejszej nostalgii uległ sam markiz Księstwa Sarmacji Jaśnie Wielmożny Guedes de Lima.

1. Nazywam się…

Guedes de Lima, herbu Szachownica.

2. … i zajmuje się (pełnie funkcję)…

Pełnię funkcję Ambsadora Księstwa Sarmacji w Monarchii Austro-Węgierskiej

3. W mikronacjach jestem od…

Od listopada 2006 roku.

4. Mój pierwszy dzień w mikroświecie…

Listopadowy, ponury dzień spędzony na forum Wirtualnej Rzeczpospolitej (grze politycznej).

5. Co lub kto sprawił, że jestem tu i teraz?

Ciekawość i sympatia do kultury i historii w oparciu o którą tworzona jest Monarchia Austro-Węgierska. W tzw. realu (który nie istnieje!) pisałem pracę magisterską na temat udziału Polaków w Powstaniu Węgierskim w latach 1848-1849. Stąd też miło spędzam tutaj czas.

6. Dzień, w którym stwierdziłem, że „to jest to”…

Dawno temu, bo w marcu 2007 roku, kiedy to zostałem współzałożycielem Sclavinii, obecnie prowincji sarmackiej.

7. Co mnie inspirowało kiedyś, a co dzisiaj?

Kiedyś na pewno inspirowała mnie nieograniczona kreatywność i tworzenia. Dziś sentyment i przywiązanie do kilkunastu lat działalności w mikroświecie.

8. Co sprawia, że jestem tu nadal?

Sentyment, zdecydowanie sentyment i przywiązanie do mojego wirtualnego zakątka w tym mikronacyjnym padole. 

9. Mój pierwszy sukces…

De facto pełnienie funkcji Ministra Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Sclavińskiej (maj-lipiec 2007), gdzie udało mi się przeprowadzić udaną akcję promocyjną nowopowstałej mikronacji jak również prowadzenie rozmów z MSZ Księstwa Sarmacji w sprawie inkorporacji Rzeczpospolitej do Korony Księstwa Sarmacji.

10. Pierwszy raz kiedy usłyszałem(poczułem), że jestem dobry w tym co robię…

Zdecydowanie najlepiej czułem się (i nadal czuję), kiedy czytelnicy doceniają moją pracę dziennikarską w ramach Przeglądu Politycznego.

11. Pierwszy raz kiedy usłyszałem(poczułem), że się do tego nie nadaje…

Prezydentura, zdecydowanie pełnienie roli Prezydenta Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Z resztą zakończone skandalem i kryzysem wewnętrznym. Rola lidera zdecydowanie mnie przerosła ale… to było prawie 13 lat temu. Może dziś byłoby inaczej.

12. Najlepsza/najgłupsza rzecz jaką o sobie usłyszałeś…

Mnóstwo tego było, bardzo ciężko wyróżnić pojedyncze komplementy jak i szpileczki. Na pewno z perspektywy lat mile wspominam przepychanki z Markusem Vilanderem (toczące się jakoś w 2011 roku na łamach naszych gazet). Wiele było momentów, kiedy czułem się potrzebny, chociażby w listopadzie 2011 roku, kiedy to Sclavinia (totalnie rozbita) wracała w granice Księstwa Sarmacji – nie ukrywam, że mocno o to zabiegałem.

13. Za czym tęsknię?

Za tymi, których już nie ma. Wirtualnie i realnie.

14. Mój cel… gdzie jest granica?

Sky is the limit. A tak na prawdę moim celem jest dociągnięcie do 200 numeru Przeglądu Politycznego, wydawanego nieprzerwanie od pierwszej połowy 2007 roku. Co będzie dalej? Ciężko powiedzieć, kiedyś w końcu trzeba ze sceny zejść.

15. Jak często pojawia się we mnie myśl: „rzucam to i jadę w Bieszczady”?

Ten etap już za mną. Wróciłem i wiem „z czym się to je”. De facto realioza to nieuniknione i nawiedza w najmniej spodziewanym momencie. Staram się nakręcać aktywność swojej wirtualnej Ojczyzny codziennym rzetelnym sparciem – oczywiście na tyle na ile jest to realnie możliwe.

———————————————————————————————-

Serię pytań zadał Heinz-Werner Grüner. Guedes de Lima udzielił na nie odpowiedzi dnia 20 lipca 1920 roku.

SCHWARZ-GELB NO.3 – Nie żartuj z Hermana…

Niedziela dla wszystkich mieszkańców Monarchii jest dniem szczególnej radości. Wiele rodzin, po tygodniu ciężkiej pracy ma w końcu czas na wspólne biesiady, rozmowy, ale i na opowiadanie ciekawych historii. My skupimy się na tych najbardziej zabawnych, a zmierzy się z nimi nasz główny bohater feldwebel K. u. K. Armee nazwiskiem Herman. Dla tych co czytają nas zagranicą wyjasniamy, że to odpowiednik sierżanta w naszej wspaniałej armii. Niech każdy wygodnie rozsiądzie się w swoim bujanym fotelu czy to na ławce w parku, chwyci w dłoń filiżankę gorącej kawy i czyta…Uwaga tylko by się nie polać, bo gorące!

– Feldwebel Herman trafił do szpitala. Ma połamane wszystkie kości. Jego przełożony, Leutnant Klaus pyta: Jak to się stało sierżancie? Herman odpowiada: Jestem łowczym niedźwiedzi szanowny leutnancie.
– I co się stało? Herman na to: Stałem przy małej jaskini i zawołałem: Hop hop, Misiu! I nadszedł mały miś, a ja puściłem go wolno. Potem stanąłem przy średniej jaskini: Hop hop, Misiu! Przyleciał średni miś, ale był ciągle za mały. Potem zawołałem do ogromnej jaskini: Hop hop, Misiu! – I co wtedy? A Herman rzekł: Wtedy nadjechał Orient Express.

———————————————————————————————-

– Leutnant Klaus pyta feldwebela Hermana: Co to jest? Brązowe, ma cztery nogi, stoi na łące i ma siano w głowie?
Sierżant myśli godzinę i odpowiada: Nie wiem, leutnancie.
Klaus rozwiązuje zagadkę: Aleś ty głupi Herman. To jesteś ty i twój brat.
Hermanowi podoba się kawał i chce go od razu dalej opowiedzieć. Idzie do węgierskiego őrmestera Miklosza i pyta: Co to jest? Brązowe, ma cztery nogi, stoi na łące i ma siano w głowie.
Miklosz chwilę myśli i odpowiada: Myślę, że to jest krowa.
Austriacki sierżant zaczyna płakać ze śmiechu: Nie, to jestem ja i mój brat!

———————————————————————————————-

– W przedziale siedzą piękna blondynka, zakonnica, feldwebel Herman i leutnant Klaus. Pociąg wjeżdża nagle do tunelu i robi się zupełnie ciemno. Nagle słychać, że ktoś dostał po twarzy. Gdy pociąg wyjeżdża z tunelu, widać, że feldwebel rozciera czerwony policzek.
Myśli blondynka: Tak, pewnie chciał mnie obmacywać, ale przez pomyłkę dotknął zakonnicy i dała mu w twarz.
Myśli zakonnica: Próbował dobrać się do blondynki i ona mu dała po twarzy.
Myśli feldwebel Herman: Ale głupio, leutnant dobierał się do blondynki, a ja dostałem po twarzy.
Myśli leutnant Klaus i się uśmiecha: Może zaraz będzie kolejny tunel, wtedy przyłożę mu jeszcze raz.

———————————————————————————————-

– Kiedy Bóg stworzył Austriaka, od razu przypadł mu on do serca. Więc zapytał go: Kochany Austriaku, co mogę jeszcze dla ciebie zrobić? Austriak zażyczył sobie pięknych gór, z soczystymi zielonymi łąkami, krystalicznie czystą wodą w strumieniach. Bóg spełnił jego prośbę i zapytał: Chciałbyś jeszcze czegoś? Teraz zażyczył sobie nasz Austriak na pięknych łąkach zdrowe i szczęśliwe krowy, które będą dawały najlepsze mleko na świecie. Bóg spełnił jego życzenie, a Austriak wydoił krowę i dał spróbować Bogu tego pysznego mleka. Bóg zapytał znowu: Chciałbyś coś jeszcze? – Tak, Panie Boże należy się dwie i pół korony za mleko.

Historię feldwebela Hermana wyszukał i przygotował dla Państwa Heinz-Werner Grüner.

SCHWARZ-GELB NO.2 – NOSTALGIA WAKACYJNA

Już dziś przed Państwem uniżamy się i w Nostalgii Wakacyjnej spotkamy kolejnego obywatela Monarcho Austro-Węgierskiej. Nie jest to człowiek nijaki, wręcz nie da się inaczej go określić jak… legenda. Nie ma większych wśród nas… To własnie ta postać wprowadziła nas w inną epokę…

Mój pierwszy raz…

Przed Państwem wywiad z postacią mikronacyjnie nie tyle wielką, ale potężną, głową rodziny panującej w Austro-Węgrzech, Habsburgów, Jego Cesarsko-Królewską Wysokością Franciszkiem Józefem II zwanym przez poddanych Wielkim

1. Nazywam się…

Franz Joseph von Habsburg-Lothringen. I pewnie powinienem mieć parę innych imion, nigdy jednak nie byłem wielkim miłośnikiem posiadania ich zbyt wielu.

2. … i zajmuje się (pełnie funkcję)…

Właściwie to teraz jestem tylko starym pierdołą, monarchą-emerytem (właśnie, dlaczego nie ma emerytur dla byłych monarchów?). Do tego jeszcze próbowałem rozkręcić firmę motoryzacyjną, lepiej mi jednak wychodzi bycie admirałem, co dość naturalne dla – w tzw. „realu” – zapalonego żeglarza z patentem jachtowego sternika morskiego. No i pracuję w c. i k. Biurze Administracji! Wypada chyba też wspomnieć, że mam tytuł arcyksięcia.

3. W mikronacjach jestem od…

W kontekście „zamieszkania” – od 24 kwietnia 2005 roku, jestem rówieśnikiem Monarchii Austro-Węgierskiej, aczkolwiek wcześniej odwiedzałem wiele stron mikronacji, zwykle – o ile mnie pamięć nie myli – nie rejestrując się, a jedynie podziwiając ów świat. Miałem pewne przerwy, a i teraz chyba nie zawsze „nadążam”.

4. Mój pierwszy dzień w mikroświecie…

Nie pamiętam nawet, na pewno przed pojawieniem się Austro-Węgier. Na pewno byłem pod wrażeniem złożoności ówczesnych organizmów państwowych, ich historii i wyobraźni tworzących je ludzi. Nie miałem pojęcia o realnej sytuacji w różnych państwach, więc nawet Leblandia mnie zachwycała, ale wydaje mi się, że pierwszą mikronacją, którą zobaczyłem, była Sarmacja – głównie dlatego, że jej twórca stworzył też wówczas stronę z dużą ilością materiałów o komunizmie, którym się wówczas bardzo interesowałem, tam też natrafiłem na odnośnik. Pamiętam, że wówczas szybko poznałem króla Natanii oraz kanclerza Brugii, którzy (zwłaszcza ów pierwszy) wprowadzali mnie w te zawiłości. Pamiętam, że przed Austro-Węgrami roiły mi się różne projekty, aczkolwiek „to nie było to”, nie umiałem nawet zrobić choćby znośnej strony. W sumie, jak przypomina mi słusznie co jakiś czas Najjaśniejszy Pan, do dziś nie umiem.

5. Co lub kto sprawił, że jestem tu i teraz?

Moje „realowe” studia, zamiłowanie do Austro-Węgier i sami ich mieszkańcy przede wszystkim – szczególnie Najjaśniejszy Pan i mój obecny dowódca w marynarce wojennej. Poza tym nie wyobrażam sobie mieszkania gdzieś indziej, po prostu tu czuję się dobrze. Uważam, że każde państwo wirtualne powinno mieć swój charakter, nawet jeżeli w ten sposób rezygnuje z części zainteresowanych nim osób, a Austro-Węgry doskonale się w to wpisują. Myślałem o tym – mógłbym mieszkać tylko w niewielkiej części pozostałych mikronacji, coś mnie jednak nie przekonuje.

6. Dzień, w którym stwierdziłem, że „to jest to”…

Chyba mój pierwszy dzień w mikronacjach, kiedy uznałem, że żadna z nich nie odpowiada moim zainteresowaniom, więc założę nową. No i ostatnio, choć coraz rzadziej mogę tu bywać, to niesamowicie mnie cieszy, że mogę być bardzo dumny ze swojego następcy, który radzi sobie naprawdę świetnie, moim zdaniem lepiej niż ja mógłbym sobie poradzić. Brak takiego jednego dnia tak naprawdę, może poza wspomnianym już pierwszym dniem.

7. Co mnie inspirowało kiedyś, a co dzisiaj?

Kiedyś, zupełnie bez sensu, bardzo chciałem, by Austro-Węgry wyglądały jak inne mikronacje, by w końcu nas zaakceptowano w ich gronie, bardzo lubiłem też zabawę w dyplomację – odnajdowałem się w ówczesnej formule mikroświata i bardzo mnie napędzały tamte wydarzenia. Dziś – zagranica interesuje mnie w stopniu niezwykle mikroskopijnym, rzadko chodzę i rzadko śledzę. Inspiruje mnie dziś chyba po prostu sama Monarchia Naddunajska i moi współobywatele, zajmujący się tak niesamowitymi dziedzinami, że chętnie się od nich uczę.

8. Co sprawia, że jestem tu nadal?

To, że wciąż coś się dzieje i niepowtarzalny klimat Austro-Węgier. Do tego jeszcze brak tego wszechobecnego zrzędzenia o kryzysie, które dominuje debatę w wielu szacownych państwach. To jest rzeczywiście miejsce, gdzie dobrze mi się spędza czas, po prostu.

9. Mój pierwszy sukces…

Pierwszym dużym sukcesem, oprócz wspomnianego wyżej założenia Austro-Węgier, było chyba uznanie ich przez społeczność międzynarodową. Dziś wydaje się to banalne, wówczas byliśmy jedynym państwem wzorowanym na historycznym, które otworzyło tę ścieżkę. W roku 2005 nie liczyliśmy na uznanie przez ówczesną Wielką Trójkę, Solardia żądała naszego usunięcia z Forum Polskich Mikronacji, nie marzyliśmy nawet o byciu na mapie, ta sprawa pozwoliła stworzyć austro-węgierską politykę zagraniczną.

10. Pierwszy raz kiedy usłyszałem(poczułem), że jestem dobry w tym co robię…

W świecie wirtualnym – nie pamiętam, rzadko w sumie czuję takie rzeczy. Zwykle uważam, że mógłbym sobie radzić lepiej.

11. Pierwszy raz kiedy usłyszałem(poczułem), że się do tego nie nadaje…

Wiele razy, kiedy byłem monarchą – miałem koszmarną tendencję do zabierania się do robienia wszystkiego za wszystkich i wtrącania swoich pomysłów, co z punktu widzenia zarządzania czymkolwiek jest mniej więcej tak skuteczne, jak solardyjskie próby usunięcia nas z Forum Polskich Mikronacji.

12. Najlepsza/najgłupsza rzecz jaką o sobie usłyszałeś…

Trudno mi chyba coś takiego sobie przypomnieć. Nie kolekcjonuję niestety takich wspomnień, ale pewnie to było coś autorstwa słynnego samundyjskiego Wikinga lub kogoś takiego.

13. Za czym tęsknię?

Jeżeli w świecie wirtualnym, to chyba za niczym. To nie jest tak, że kiedyś było fajniej. Jasne, kiedyś trochę lepiej odnajdywałem się w sytuacji międzynarodowej, ale teraz się nią po prostu nie zajmuję. Czasem tylko wspominam tę poczciwą amatorszczyznę, jaką wówczas mieliśmy wszędzie, i większe chęci u mnie samego, by cokolwiek robić. No i kiedyś miałem więcej czasu i w ogóle chęci, by odpalać komputer, dziś pracuję na komputerze i po tzw. fajrancie mam go serdecznie dość.

14. Mój cel… gdzie jest granica?

Dobrze się bawić, przy okazji zdobywając wiedzę i rozwijając się. Taki jest chyba w ogóle cel mikronacji, prawda? Cała reszta – stanowiska, tytuły, ordery, majątek – to sprawa dla mnie wtórna, może dlatego, że jako monarcha od 2005 roku nie musiałem nigdy się nimi zajmować.

15. Jak często pojawia się we mnie myśl: „rzucam to i jadę w Bieszczady”?

Po abdykacji – nigdy. Przebywanie w mikronacji to, jak wspomniałem w poprzedniej odpowiedzi, przyjemność, a nie obowiązek. Rzucanie czegokolwiek jest bez sensu, można po prostu sobie odpocząć (co też robię) i tyle – wtedy nie ma tego wypalenia, które sami sobie gotujemy.

——————————————————————————————–

To by było na tyle w dzisejszym wydaniu, ale już za tydzień pierwszy gość z zagranicy. Czy jesteście w stanie przewidzieć, kto to będzie?

Serię pytań zadał Heinz-Werner Grüner. Franciszek Józef I udzielił na nie odpowiedzi dnia 12 lipca 1920 roku.

Nowe Schwarz-Gelb

——————————————————————————————————————–

Nie ma nic piękniejszego i niezwyklejszego w realnym świecie jak narodziny dziecka. Poczęcie jest okraszone swego rodzaju specyficzną magią, którą zrozumieją tylko rodzice. Ta wyjątkowość, w dodatku ujawnia się i uwydatnia tylko tym, którzy wiedzą czym jest bliskość i czują nieskalaną więź. Początek czegoś… Wieki temu to właśnie ta cząstka połączyła kolor czarny i kolor żółty… Barwy Habsburgów, symbol naszego rodu panującego. Czy może być wspanialsze połączenie niż właśnie czerń i żółć?

Przed Państwem, kiedyś byśmy powiedzieli „leży zbitek papieru”, dziś mówimy „przedkładam wydanie elektroniczne”, czasopisma charakterystycznego, z tradycją sięgającą panowania Franciszka Józefa II sprzed dekady. I choć formuła się zmienia to jednak nadal będzie nawiązywać do Monarchii i Jej przyjaciół… Nie, nie będzie to strefa wieści i ostatnich wydarzeń. Schwarz-Gelb to coś więcej, to kawałek wspomnień… A my „odkurzamy się” dla wszystkich tych, dla których Austro-Węgry w wydaniu mikronacyjnym są na tyle bliskie co wspomniane w pierwszym zdaniu dziecko.

Już od jutra zaczniemy regularnie, przynajmniej taką, jako redakcja, mamy nadzieję wydawać „czarno-żółte” strony o czymś innym niż do tej pory pisały wszelkie wydawnictwa. Poszukamy dla Was sporo wyjątkowych detali, niuansów oraz niesamowitych ciekawostek, które może nie będą zapierały tchu w piersi, ale wywołają w Państwu emocje. Jakie? Okaże się już niebawem…

———————————————————————————————-

Podpisano jako się zwie, Heinz-Werner Grüner, redaktor Schwarz-Gelb