Pierwszomajowa demonstracja socjaldemokratów

Budapest, 1920 Május 1. Dziś na terenie całej Monarchii przeszły manifestacje pierwszomajowe, których organizatorem była niedawno powstała koalicja partii SDAPÖ i MSzDP. Demonstracje były pod ochroną dyrekcji policji oraz żandarmerii i – poza drobnymi incydentami i prowokacjami – przebiegały spokojnie. Manifestujący skandowali hasła socjaldemokratów o ośmiogodzinnym dniu pracy, pokoju między narodami Pollinu i zjednoczeniu wszystkich w słusznym programie poprawy jakości życia.

„To jakąś aberracją pachnie, meine Herren” , mówili przyglądający się fabrykanci i krwiożerczy kapitalistyczni krwiopijcy. Widząc ich, popijających kawkę w pobliskim Kávéház, robotnicy zaczęli skandować hasła „PRZEPROŚCIE ZA BORYSŁAW!” i „ROPĄ NIE ZATKACIE NAM TWARZY!” W czasie manifestacji we Lwowie urządzono także kwestę dla rodzin ofiar niedawnego pożaru w galicyjskich polach naftowych.

Peszteńska MSzDP zorganizowała także platformy, na których pojawiły się hasła pochodu.

Bilans obchodów

W czasie wszystkich manifestacji na terenie Monarchii zdemolowano jeden klub dla lokalnej nacjonalistycznej elity węgierskiej w Pozsony – słowaccy robotnicy obrzucili obiekt kamieniami. Królewsko-węgierska Dyrekcja Policji broniła lokalu, aczkolwiek widać było w tej obronie brak przekonania.

REKLAMA

KUPUJCIE SAMOCHODY AUSTRO-DAIMLER – TWÓJ SEKS JEST JAK TWÓJ AUSTRO-DAIMLER. Po szczegóły prosimy zgłaszać się do sprzedawców marki.

[WYDARZENIA] 25 April 1920

W najnowszych ‚Wydarzeniach’:
– RZĄD RITTERA ORAŃSKIEGO ROZPOCZYNA PRACE
– NIESPODZIEWANE POWROTY
– CZY CZEKA NAS POLITYCZNA „KLĘSKA URODZAJU”?

Zapraszamy do lektury i komentowania na gorąco!

Wiedeń 10. April

Rząd Rittera Orańskiego rozpoczyna prace

Rada Państwa poprzez aklamację udzieliła votum zaufania Rządowi Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości w składzie:

  • Ritter Moritz von Oranien-Nassau: Prezydent Ministrów, C.i K. Ministerstwo Skarbu
  • Graf Henryk von Gröc Hrychowicz: C.i K. Ministerstwo Wojny
  • Edler Miroslav Barbarez: C.i K. Ministerstwo Spraw Zagranicznych
  • Edler Erik Blume: C.i K. Ministerstwo Kultury

W ubiegły czwartek natomiast (23. April br.) wszyscy ministrowie zostali zaprzysiężeni.

Prezydentowi Orańskiemu oraz członkom jego gabinetu gratulujemy, i życzymy dużo energii do pracy!

Wiedeń 24. April

Niespodziewane powroty

Dotychczas mogło się wydawać że z wszystkich niespodziewanych powrotów na łono heimatu które miały miejsce w ubiegłych tygodniach, najbardziej zdumiewającym był powrót Rittera Wiktora Maretzkiego po nieomal dwuletniej nieobecności.
Po raz kolejny jednakowoż okazuje się, iż Donauergeist pozostaje niemożliwy do przewidzenia — otóż na ulicach i bulwarach stolicy (zapewniamy, że mimo daty 1. kwietnia to nie żart!) widziany był nie kto inny jak JKM Patryk I Labacki we własnej osobie!
W kafejkach i restauracjach Wiednia krążą pogłoski jakoby planowane było przywrócenie do życia zarówno Królestwa Natanii, jak i Wspólnoty Austro-Węgierskiej. Rzecz jasna będziemy informować P.T. Czytelników na bieżąco.

Z OSTATNIEJ CHWILI! Według anonimowego źródła w Monarchii pojawił się osobnik podający się za JCKW Maksymiliana Teodora. Czy to uzurpator? Czy też może rzeczywiście monarcha emeritus pojawił się w kraju z okazji rocznicy? Redakcja trzyma rękę na pulsie!
Wiedeń 23. April

Czy czeka nas polityczna "klęska urodzaju"?

Nie upłynął nawet miesiąc odkąd Jego Cesarska i Królewska Wysokość Franz Joseph otworzył w stolicy lokal rozrywkowy, który już zdążył zdobyć cokolwiek niejednoznaczną reputację; najwyraźniej jednak były monarcha postawił sobie za cel zdobycie jednoznacznej reputacji skandalisty!
Otóż w ostatni czwartek ten najbardziej szanowany z Habsburgów ogłosił ni mniej ni więcej, ale reaktywację i unię partyj socjalistycznych Austrii i Węgier. Jak pisze w swojej odezwie:

W pierwszej kolejności zamierzamy skupić się na grupach, którym Austro-Węgry zawdzięczają najwięcej – czyli urzędnikach i żołnierzach! DOŚĆ już wyzysku i darmowej pracy urzędniczej! Domagamy się, by ciężki trud, brudne od kałamarzy ręce i zdarte od kanciastych biurek łokcie były wynagradzane sprawiedliwie! DOSYĆ wyzysku żołnierzy, których tyramy na ćwiczeniach, ale którym nie płacimy ani halerza/fillera.

Co ciekawe, te śmiałe twierdzenia zdają się z niewiadomych nam przyczyn, wzbudzać wielki entuzjazm wśród prominentnych obywateli Monarchii – tylko przez ostatnie dwa dni akces do komunistów zgłosiła przynajmniej trójka Obywateli.
Biorąc pod uwagę fakt, że ogłoszone już zostało utworzenie partii konserwatywnej, a także bliżej jeszcze niesprecyzowanego "projektu bośniackiego", można śmiało przypuszczać, że życie polityczne nad Dunajem wkrótce nabierze rumieńców.

Na ratunek siedmiogrodzkim wsiom przychodzi Kapitan Austria!

Segesvár. Niedawno sterroryzowane wsie, wraz z pomocą król.-węg żandarmerii, ufundowały nagrodę za pomoc w schwytaniu stwora zwanego od emblematu na swej tarczy Strzałokrzyżowcem. Przypominamy, iż osobnik ów o sile nadludzkiej przed miesiącem jął stosować przemoc wobec tych poddanych Najjaśniejszego Pana, którzy reprezentują szczep romańsko-węgierski, Madziarów i madziaronów zostawiając w spokoju. Na wezwanie odpowiedziało wielu śmiałków, z których większość poległo, prócz tych którzy przyjechali pociągiem z Pragi – ci bowiem uciekli.

Kapitan Austria

Wreszcie pojawił się on – przyleciał sterowcem Pierwszej Węgierskiej Fabryki Sterowców, by udać się do okolicznych wiosek i zbadać sytuację. Wtem wyłonił się, w szyderczym śmiechu, Strzałokrzyżowiec. Panowie, obaj o nadludzkiej sile, rozpoczęli walkę, prawdopodobnie straszniejszą nawet od tych znanych z bukowińskich Czerniowiec. Okoliczna ludność przyjmowała zakłady, przy czym rozłożyły się one dokładnie po połowie.

Wreszcie rozpoczął się pojedynek. Kapitan Austria ruszył na wciąż śmiejącego się Strzałokrzyżowca, który obronił się przed ciosem swą ogromną tarczą. Wtem terrorysta ruszył na swego niemieckojęzycznego antagonistę, początkowo przygważdżając go do ziemi, gdy wtem sytuacja się odwróciła za pomocą szybkiego fortelu. Panowie korzystali z uników, kontrataków i potężnych natarć. Wtem jednak kapitan Austria zrobił coś nieprzewidywalnego – rzucił swą tarczą niczym rdzenni mieszkańcy antypodów bumerangiem. Ranny i niemal na wpół przecięty antagonista zdążył jednak wskoczyć do ostatniego wagonu pociągu jadącego w stronę Górnych Węgier.

Kapitan Austria, choć zwyciężył, był jednak socjalistą (co wskazują niepokojące symbole na jego szyi), a więc człowiekiem z honorem niewielkim niczym skarbiec Ciprofloksji. Po niedokończonej walce jął więc rościć sobie prawa do nagrody, której – w obliczu braku pokonania terrorysty – nie chciano mu wypłacić. Skończyło się na awanturze oraz wstydliwym odwiezieniu kapitana Austrii w koszu, w kierunku najbliższego posterunku królewsko-węgierskiej żandarmerii. Miejmy nadzieję, że Strzałokrzyżowiec zniknął na zawsze i nie będzie już nękał żadnych poczciwych poddanych króla Węgier.

Borys Targersdorf desygnowany na Prezydenta Ministrów JCKM!

Wien. Przed godziną Najjaśniejszy Pan był łaskaw desygnować Jego Wysokość Borysa Targersdorfa na Prezydenta Ministrów. Frakcja Targersdorfa jest największa w Radzie Państwa XVI kadencji, a więc jeżeli kandydat zaakceptuje nominację, to zapewne reszta pozostanie formalnością.

Przyjdzie nam aktualnie poczekać na program działania, który przedstawi Jego Cesarska i Królewska Mość. Trudno przepowiadać przyszłość, niemniej jednak zapewne Prezydent Ministrów zajmie się osobiście dyplomacją (jest w tym nadzwyczaj doświadczony), w sprawach wojska zapewne będzie współpracować z księciem Hohenberg i jego frakcją. Niewiadomą pozostaje obsadzenie pozostałych ministerstw, oraz kształt Rządu JCKM.

Będziemy na bieżąco informować o wydarzeniach tych czytelników, którzy nie śledzą wydarzeń politycznych na bieżąco, a chętnie przyjmują do wiadomości tego rodzaju skróty.

Wygrana frakcji Targersdorfa i pierwsze dni Reichsratu XVI kadencji

Wien. Wybory, które odbyły się bez większych incydentów w dniach 11-12 września 1918 r., wygrał bezapelacyjnie Jego Wysokość Borys Targersdorf wraz ze swoją frakcją, zdobywając imponującą liczbę 224 (plus jedno dla Jego Wysokości) miejsc w gmachu przy Franzensring 3. Do Rady dostała się także frakcja Jego Wysokości księcia von Hohenberg uzyskując 94 (+1) mandaty, oraz frakcja Moritza von Oranien-Nassau uzyskując 32 (+1) mandaty.

Rozkład mandatów

Zdążono już wybrać przewodniczącego obradom, a także prosty regulamin prac, obrady zostały póki co zawieszone do środy 19 września. Obecnie konieczne jest, aby Jego Cesarska i Królewska Mość w ciągu 7 dni od rozpoczęcia kadencji desygnował Prezydenta Ministrów JCKM, a ten winien przedstawić skład Rządu JCKM oraz program działania rządu, który Najjaśniejszy Pan przedstawi Radzie.

Z prostych obliczeń wynika, że model rządów będzie zależeć przede wszystkim od Targersdorf-Fraktion i bez zgody Jego Wysokości nie uda się stworzyć żadnego gabinetu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wielce zasłużenie regent Targersdorf wyrasta na gwiazdę naddunajskiej polityki, a jego doświadczenie oraz pracowitość zdają się być rękojmią ciekawych, aktywnych rządów, zwłaszcza w kontekście uruchomionego niedawno Banku Austro-Węgierskiego.

Redakcja „Wiener Zeitung” będzie informować o kolejnych działaniach związanych z powołaniem gabinetu.

Wiedeń a świat – przegląd naszej sytuacji międzynarodowej

Stolice Monarchii były w swej historii siedzibami dwóch organizacji międzynarodowych. Pierwszą była Wspólnota Paktu Wiedeńskiego jako swoista opozycja wobec Organizacji Polskich Mikronacji. Drugą – Wspólnota Austro-Węgierska ze Statutem Budapeszteńskim. W przeszłości uczestniczyliśmy w pracach Forum Polskich Mikronacji, później Organizacji Polskich Mikronacji. Współtworzyliśmy także Trójprzymierze, wraz z Surmenią i Brugią.

Dziś, poza bardzo luźną formułą Kongresu Orientyki, Wiedeń nie ma właściwie żadnej formy współpracy międzynarodowej. Nie było wyraźnie takiej potrzeby ani woli ze strony wszystkich uczestników koncertu pollińskiego. Było to dla mnie osobiście dość dziwne – organizacja międzynarodowa może istnieć także bez aktywności jej członków. Dlatego skłaniałbym się ku poglądowi, że powszechna, luźna organizacja będąca platformą „uruchamianą” w razie potrzeby nie byłaby obciążeniem, a czasem ułatwieniem.

Normalizacja i nasze désintéressement

Jak wspomniałem wyżej, poza luźnym Kongresem Orientyki oraz wojskowym Paktem Gellońskim między Sarmacją a Bialenią nie ma dziś żadnych działających organizacji międzynarodowych. Dreamland (niem. Traumland) będący w opozycji do Sarmacji zakończył w dość spektakularny sposób swój związek z Elderlandem. Dość przypomnieć, że związek ów pośrednio wpłynął na ochłodzenie między Wiedniem a Dreamopolis, a więc zniknął główny powód wzajemnej niechęci. Zanim panowie na Ballplatz zaczną pukać się w czoło, zapewniam – nie postuluję nagłego zwrotu w stronę Dreamlandu. Jestem raczej zwolennikiem normalizacji wzajemnych stosunków.

Monarchia ma także niezłe stosunki z Grodziskiem, trudno jednak w obliczu braku powodu do konfliktu z Dreamlandem uznać, że w naszym interesie jest bliższy związek z Sarmacją czy jakimkolwiek większym czy mniejszym imperium zamorskim. Wciągnięcie Monarchii w awanturę o Awarę z tej czy innej strony nie przysłuży się z całą pewnością naszej aktywności, albowiem nad Dunajem tradycyjnie w sprawach międzynarodowych (zwłaszcza tych spoza kontynentu) panuje słodkie désintéressement. Nie liczyłbym więc na skok aktywności w obcej sprawie.

Warto także dodać, że jednym z głównych postulatów podkreślanych w gmachu przy Ballplatz 1 od wielu lat jest nieistnienie wpływów obcych mocarstw u naszych granic. O ile nadal jest naszym celem, aby Kongres Orientyki był od takich wpływów wolny, nie możemy być częścią takiej strefy. Zapewne stanie przed nami kwestia Elderlandu, który jednak bez związku z Dreamlandem trudno uznać za mocarstwo czy element jego wpływów.

Co w zamian?

Mówiąc o głównej osi tego nieciekawego dla Wiednia konfliktu zapominamy o tym, co najważniejsze – o sąsiadach. Co prawda problem naszego dostępu do oceanu światowego rozwiązał się dzięki smutnemu zatopieniu Surmenii (nie mieliśmy wcześniej pełnej gwarancji wolnego przepływu poza przyjaznymi stosunkami z Kaharoneą), ale nadal mamy kolejne. Nie mamy podpisanego traktatu z Rotrią (nie mówię o konkordacie), nie odnowiliśmy traktatów z Trizondalem czy Pustkowiami. Nieco przedwcześnie zainwestowaliśmy w Monderię, kiedy jej włodarz sam od niej odszedł, przyjdzie nam ułożyć choćby poprawne stosunki z Elderlandem, co pewnie będzie dużym wyzwaniem.

Nie będąc decydentem w sprawach naszej polityki zagranicznej z ciekawością będę obserwował, jak odniesie się do tych problemów przyszły Rząd Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości. Przyznam, że jestem zwolennikiem dość szeroko zakrojonego izolacjonizmu, zwłaszcza wobec dużych bloków politycznych czy też państw zdolnych do ich tworzenia. A już z pewnością winniśmy na nie patrzeć przez pryzmat tylko i wyłącznie własnych interesów. Jeżeli chcemy rzeczywiście korzystnej współpracy, winniśmy się raczej zwrócić ku swojemu kontynentowi, uwzględniając przy tym dodatkowo bliską nam kulturowo Rzeczpospolitą Obojga Narodów, a być może także odradzający się Skarland. Również Surmenia, choć jeszcze w swych początkach, byłaby naszym naturalnym partnerem.

 

Wysadzony w powietrze własnem zmysłów pomieszaniem

Limanowa. Miejscowa c. k. żandarmerja podjęła działania mające na celu ukrócenie praktyk bimbrowniczych u ludności łemkowskiej, ale i polskiej. Z tą plagą alkoholizmu walczy się bezskutecznie już od wielu lat, niestety bez wsparcia mieszkańców. Niedawno głośno było o zabawnem, ale i strasznem wydarzeniu.

Jeden tutejszy bimbrownik, którego wyroby znanymi są daleko poza okolicznemi wsiami, otrzymał wiadomość przez umyślnego, iż chata ma być przedmiotem kontroli c. k. żandarmerji. Zdecydował się wobec tego wylać całą zawartość beczek tam, gdzie i Jego Cesarska Mość jest łaskaw chadzać per pedes. Żandarmi owszem, przyjechali. Jak twierdzą, było czuć zapach, brakło jednakże corpus delicti.

Nieuważny bimbrownik wpadł w takie nerwy, iż po kontroli – jak twierdzi jego żona – usiadł był na miejscu powyżej opisanem, wziął ze sobą cygarety. Zdał się zapomnieć o swem niegodnem łgarstwie wobec żandarmów, albowiem paląc tytoń strząsał w otwór pod sobą. Wyobraźni Państwa Czytelników zostawiamy jedynie domysły, co stało się dalej, a zmysłów pomieszanie pana bimbrownika pozostawimy nieskomentowanem.

Tajemniczy osobnik o nadludzkiej sile terroryzuje siedmiogrodzkie wsie

Segesvár. Zauważono w tutejszych wioskach czasy pewnego człowieka, który chadza w stroju nieszczególnie zwyczajnym, a przy tym nosi tarczę (sic!) czerwoną ze znakiem zielonego krzyża, którego końce zwieńczone są jakoby strzałami; w środku zaś widnieje litera „H”. W kilku okolicznych wsiach widziano widziano go, kiedy poruszał się z nadludzką prędkością o własnych nogach. Osobnik ów włamywał się także do niektórych domostw, niestety królewsko-węgierskiej żandarmerii nie udało się go schwycić, w bójkach zaś wykazywał się ogromną siłą.

Co istotne, ofiarami okazują się tylko i wyłącznie poddani węgierscy pochodzący z romańskiego szczepu węgierskiego, tzw. Rumuni. Madziarów i Madziaronów nie dotknęła ta katastrofa wcale – poza poczuciem strachu. Koloszwarska król.-węg. dyrekcja policji póki co rozkłada ręce. Miejscowi twierdzą, że osobnik miał rzekomo uciec z zamku jednego z lokalnych szlachciców jako wynaturzony eksperyment. To tłumaczyłoby ponadprzeciętną siłę, gibkość i szybkość oprawcy.

Na podstawie relacji świadków i ofiar udało się ustalić szczątkowe dane. Jegomość nosi strój podobny do zwykłego stroju węgierskich chłopów, ma na sobie kajdany z rozerwanym łańcuchem. Najbardziej charakterystycznym elementem jest tarcza, którą opisujemy wyżej. Jeżeli ktokolwiek z Czytelników go zauważy, prosimy – dla własnego bezpieczeństwa – nie walczyć, a zwyczajnie donieść o tymże fakcie najbliższej dyrekcji policji bądź żandarmerii. Rysunek pamięciowy zawdzięczamy lokalnemu rysownikowi, który pragnie pozostać anonimowy.

Co się czyta nad Dunajem?

Szanowni Czytelnicy!
Redakcja „Wiener Zeitung” pragnie zadać Państwu kilka, istotnych z punktu widzenia przyszłości rynku prasowego pytań i rozpocząć tym samym swego rodzaju debatę na temat mediów.

Przede wszystkim, chcielibyśmy się dowiedzieć, jakiego rodzaju wiadomości nasi Czytelnicy najchętniej widzieliby na naszych łamach. Niedawno ukazały się dwa artykuły, można powiedzieć, „narracyjne” – takie historie powstają z czystej weny autora i są dotąd dyskutowane. Czy wobec tego jest zainteresowanie takimi wydarzeniami, kreowaniem narracji? Mogą to być zarówno wydarzenia błahe, jak i niosące ciężar gatunkowy. W to wliczałbym zarówno dłuższe teksty, jak i proste notki prasowe w stylu agencji prasowych.

Wiele gazet zagranicznych drukuje artykuły-diagnozy, zazwyczaj opisujące stan mikroświata (zwykle nieszczególnie pozytywnie). W Austro-Węgrzech nigdy nie było takiej tradycji – a może jednak przydałyby się jakieś analizy sytuacji, bądź więcej obserwacji zachodzących zjawisk? A może powinny się pojawiać propozycje nowych rozwiązań politycznych czy społecznych?

Nigdy też nie było u nas szczególnej tradycji pisania o zagranicy, w myśl zasady „zagraniczne szkodzi”. Czy czytelników interesowałaby taka forma dziennikarstwa, być może także narracyjnego (zwłaszcza blisko naszych granic)? Z tym wiąże się inne pytanie, również nadzwyczaj interesujące – kiedy przeznaczają Państwo czas na mikronacje, jakie witryny i fora Państwo odwiedzają? Które są najciekawsze, najpopularniejsze? A które są kompletnie ignorowane?

Czekamy na odpowiedzi!