Z jajami za kierownicą…

0 Comments


Nowy Kotwicz, 05.kwietnia 1921 roku

Po początkowych petrurbacjach w zarządzie Rajdowych Mistrzostw Austro-Węgier (przypomnijmy, że Alpenfahrt musiał zostać przełozony na koniec sezonu) w końcu odbył się pierwszy rajd drugiego sezonu. Padło na Rajd Wielkanocny na ziemiach samackich i sclavińskich. I tutaj nie obyło się bez komplikacji oraz kontrowersji, ale koniec końców chyba wszyscy stanęli na mecie w Nowym Kotwiczu uśmiechnięci i zadowoleni.

Rajd Wielkanocny, jak sama nazwa wskazuje odbywał się w okresie budzącym niezwykłe emocje. Start miał miejsce w Wielki Piątek a meta w niedzielną Wielkanoc. Jednych to zachęcało do uczestnictwa, innych zniechęcało, ale ostatecznie na linii startowej w sarmackiej Puncie na Tropicanie stanęło 15 śmiałków.

Do pokonania była rekordowo duża liczba odcinków specjalnych. Rajd zaczynał się premierowo od prologu po wspomnianej Puncie, po czym z tej urokliwej miejscowości pomiary dokonywano jeszcze trzynastokrotnie. Choćby i z tego tytułu było to przedsięwzięcie wyjątkowe. Ogrom pracy włożony przez organizatorów przyniósł jednak pozytynwe skutki… Trasa prowadziła po Tropicanie, po czym rajdowcy przenosili się kolejno do miejscowości Trzyczaszkowa, Morvanu i Gellonii by na koniec „laiwrować po dwóch wymiarach Pollinu”, jak to zostało żartobliwie nazwane pomiędzy Mirią i Sclavinią. Nie to jednak było najważniejsze, a zmagania na tej zróżnicowanej trasie po palących pustyniach, górskich wzniesieniach oraz leśnych traktach nierzadko poza drogami asfaltowymi.

Przed sezonem nastąpiło sporo zmian w regulaminie. Zmiany miały wprowadzić więcej pracy zespołowej, tak by zbalansować współpracę oraz zaowocować narodzinami rozgrywki bardziej taktycznej. To w mniemaniu redakcji udało się bardzo dobrze. W Rajdzie Wielkanocnym po raz pierwszy wykorzystano metodę tankowania na trasie, zawodnik kosztem strat czasowej mógł uzupełnić bak specjalną mieszanką, która dawała mu możliwość pokonania tego odcinka w szybszym tempie będąc dodatkowo nagradzany. Przed startem kilku kierowców przeszło również na „zawodowstwo”, co dzięki poświęceniu większej ilości czasu na trening skutkowało lepszymi wynikami na mecie rajdu. Nie dość powiedzieć, że ze wszystkich startujących posiadaczy licencji (łącznie było ich ośmiu), pierwsza siódemka to właśnie profesjonaliści. Warto zatem starać się dokonać tego przed kolejnymi zawodami.

Wracajmy jednak do samego rajdu po Sarmacji i Sclavinii. A jest co opisywać! Wszystkie oczy zwrócone były w stronę tych najlepszych i to właśnie chyba to ciśnienie postawione przed mistrzem RMAW z poprzedniego sezonu, Helwetykiem Romańskim i jego Lancią spotęgowało stres i słabszą dyspozycję tego dominatora sprzed kilku miesięcy. Od samego początku za to bardzo dobrze spisywali się kierowcy z Einhorn Löwe Tatra, Ludwik Tomović i Joanna Izabela, Heinz Werner Grüner z Grüner Rennsport-Puch i Natalia von Lichtenstein z Gaz Konspir. Wicemistrz mikroświata ze Sclavinii od pierwszych kilometrów czuł się wyjątkowo dobrze i niemalże od początku brylował w klasyfikacji na każdym odcinku specjalnym. Kroku próbował mu dotrzymywać ulubieniec gospodarzy z Gellonii, Prokrustes, ale po przekroczeniu limitów czasowych spadł w dół klasyfikacji i w dalszej częsci rajdu przestał się liczyć ostatecznie plasując się na 12-stym miejscu . Warto odnotować, że trzykrotnie zaliczył tzw. false start. Po pierwszym dniu prowadził Tomović przed Austriakiem Grünerem i koleżanką z zespołu, Joanną Izabelą. To był jednak dopiero początek rywalizacji i zabwa się zaczynała.

Kierowcy musieli dużą część trasy meldować się w nocy, co utrudniało taktyczną pracę zespołową, ale niektórzy radzili sobie z tym świetnie. Lider powiększał przewagę z każdym kilometrem, ale za nim działo się bardzo wiele. Do walki o najwyższe cele włączyła się członkini Gaz Konspir, Natalia von Lichtenstein oraz „Czeski Bełt”, za którego kierownicą siedział Moritz von Oranien-Nassau. W tym momencie mistrz Romański był szósty z realną szansą włączenia się do walki o podium. Nadzieje legły w gruzach, gdy okazało się, że drugi dzień skończył z czterdziesto minutową stratą do lidera. A nim nadal był „Jednorożec ze Sclavinii”… Tuż za nim nadal był zielony automobil austriackiego leutnanta i Tatra Jej Cesarskiej Mości z Teutonii. Po OS 9 „wielką pogoń” rozpoczęła Natalia von Lichtenstein (mowa oczywiście o JKW Nataliii von Hagsen de la Sparasan, w rajdach występującą pod panieńskim nazwiskiem). To co zaczęła wyrabiać ta urokliwie niebezpieczna dama zdziwiło pewnie i samego lidera wyścigu. Po ostrej i zaciętej walce na następnych OS’ach w końcu poradziła sobie z Joanną Izabelą, a po wielkim błędzie Grünera włączyła się w walkę o zwyciestwo z Tomoviciem. Jazda po Mirii i Sclavinii wprowadziła sporo zmian i do wspomnianych wyżej rajdowców w walkę po wyższe cele włączył się Bruno Petrowicz Catalan z Pangard Racing Team. Do tej pory jadący dobrze, ale nieco zachowawaczo reprezentant Skarlandu podjął się ryzyka i wraz z Orańskim-Nassau pokazali, że nawet o trzecie miejsce można walczyć we wspaniały i emocjonujący wszystkich sposób. Joanna Izabela mogła czuć się zagrożona, tym bardziej, że w zakulisowych rozmowach przeszkadzało jej wiele spraw technicznych w swoim pojeździe, ale i w organizacji ( 😉 ). Teutonka była jednak w swoich poczynaniach niezwykle pewna i obu goniącym ją kierowcom ostatecznie nie udało się jej wyprzedzić, znaleźli się tuż za pierwszą trójką, ale widać, że potencjał rośnie. Wrócmy jednak do tego co się działo w rywalizacji o triumf w Rajdzie Wielkanocnym. Tomoviciowi przed ostatnim OS’em mogła już tylko zagrozić ostro wciskająco pedał gazu do dechy, niesamowita von Lichtenstein. Pomimo szalonego finiszu, nie udało się, Sclavińczyk był tego dnia perfekcyjnie dysponowany. Wykorzystał wszystko co mógł, swoje doświadczenie, wyrachowanie i…łut szczęścia. Metę w rodzinnym Nowym Kotwiczu przekroczył o 11 minut szybciej od drugiej wysoko urodzonej Teutonki. Brawa należały się Gubernatorowi szczególnie za to, że pomimo agresji rywali nie dał się choć na chwilę ponieść emocjom i dowiózł zwycięstwo do finiszu. Było to drugie zwycięstwo w karierze tego kierowcy, a co za tym idzie on i Helwetyk Romański zrównali się ilością zwycięstw (ś.p. Henryk von Groc nie ma już szans na zwiększenie swojej zdobyczy). Kto zatem będzie pierwszym w historii rajdowcem z trzema zwycięstwami na koncie? Być może dowiemy się tego już za trzy tygodnie w domowym rajdzie mistrza świata! Jako redakcja, nic nie sugerujemy, ale gwarantujemy ogromne emocje!

Zwycięska Tatra L.Tomovicia i statuetka, którą otrzymał za zwycięstwo w Rajdzie Wielkanocnym

Wśród konstruktorów bezapelacyjnie najlepszy okazał się ELT, jadący w automobilach korzystających z silnika Tatry, a którego obaj kierowcy znaleźli się na podium. Drugim zespołem z największą ilością punktów do klasyfikacji jest Gaz Konspir. Von Lichtenstein wsparł dzielnie walczący Andrzej Fryderyk, który po rajdzie będzie sobie zapewne „pluć w brodę”. Gdyby nie problemy techniczne na jednym z OS’ów byłby w ścisłej czołówce, a tak zdobył ostatecznie 4 punkty. Ze zdobyczy punktowych mogli cieszyć się również, debiutujący w rajdach, mąż Natalii von Lichtenstein, Ingvar Augustsson von Hagsen de la Sparasan (Medellin RC) oraz jedyny Voxlandczyk w stawce, Joahim von Ribertrop (Voxland Team).

KLASYFIKACJA RAJDU WIELKANOCNEGO 1921

KLASYFIKACJE GENERALNE – SEZON II

Za wsparcie techniczne i merytoryczne Rajdu Wielkanocnego serdecznie dziękujemy współorganizatorom oraz wszystkim sponsorom! Serdeczne dzięki!

Artykuł przygotował : HWG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tytuły

Archiwa

Meta