Wiedeń a świat – przegląd naszej sytuacji międzynarodowej

Stolice Monarchii były w swej historii siedzibami dwóch organizacji międzynarodowych. Pierwszą była Wspólnota Paktu Wiedeńskiego jako swoista opozycja wobec Organizacji Polskich Mikronacji. Drugą – Wspólnota Austro-Węgierska ze Statutem Budapeszteńskim. W przeszłości uczestniczyliśmy w pracach Forum Polskich Mikronacji, później Organizacji Polskich Mikronacji. Współtworzyliśmy także Trójprzymierze, wraz z Surmenią i Brugią.

Dziś, poza bardzo luźną formułą Kongresu Orientyki, Wiedeń nie ma właściwie żadnej formy współpracy międzynarodowej. Nie było wyraźnie takiej potrzeby ani woli ze strony wszystkich uczestników koncertu pollińskiego. Było to dla mnie osobiście dość dziwne – organizacja międzynarodowa może istnieć także bez aktywności jej członków. Dlatego skłaniałbym się ku poglądowi, że powszechna, luźna organizacja będąca platformą „uruchamianą” w razie potrzeby nie byłaby obciążeniem, a czasem ułatwieniem.

Normalizacja i nasze désintéressement

Jak wspomniałem wyżej, poza luźnym Kongresem Orientyki oraz wojskowym Paktem Gellońskim między Sarmacją a Bialenią nie ma dziś żadnych działających organizacji międzynarodowych. Dreamland (niem. Traumland) będący w opozycji do Sarmacji zakończył w dość spektakularny sposób swój związek z Elderlandem. Dość przypomnieć, że związek ów pośrednio wpłynął na ochłodzenie między Wiedniem a Dreamopolis, a więc zniknął główny powód wzajemnej niechęci. Zanim panowie na Ballplatz zaczną pukać się w czoło, zapewniam – nie postuluję nagłego zwrotu w stronę Dreamlandu. Jestem raczej zwolennikiem normalizacji wzajemnych stosunków.

Monarchia ma także niezłe stosunki z Grodziskiem, trudno jednak w obliczu braku powodu do konfliktu z Dreamlandem uznać, że w naszym interesie jest bliższy związek z Sarmacją czy jakimkolwiek większym czy mniejszym imperium zamorskim. Wciągnięcie Monarchii w awanturę o Awarę z tej czy innej strony nie przysłuży się z całą pewnością naszej aktywności, albowiem nad Dunajem tradycyjnie w sprawach międzynarodowych (zwłaszcza tych spoza kontynentu) panuje słodkie désintéressement. Nie liczyłbym więc na skok aktywności w obcej sprawie.

Warto także dodać, że jednym z głównych postulatów podkreślanych w gmachu przy Ballplatz 1 od wielu lat jest nieistnienie wpływów obcych mocarstw u naszych granic. O ile nadal jest naszym celem, aby Kongres Orientyki był od takich wpływów wolny, nie możemy być częścią takiej strefy. Zapewne stanie przed nami kwestia Elderlandu, który jednak bez związku z Dreamlandem trudno uznać za mocarstwo czy element jego wpływów.

Co w zamian?

Mówiąc o głównej osi tego nieciekawego dla Wiednia konfliktu zapominamy o tym, co najważniejsze – o sąsiadach. Co prawda problem naszego dostępu do oceanu światowego rozwiązał się dzięki smutnemu zatopieniu Surmenii (nie mieliśmy wcześniej pełnej gwarancji wolnego przepływu poza przyjaznymi stosunkami z Kaharoneą), ale nadal mamy kolejne. Nie mamy podpisanego traktatu z Rotrią (nie mówię o konkordacie), nie odnowiliśmy traktatów z Trizondalem czy Pustkowiami. Nieco przedwcześnie zainwestowaliśmy w Monderię, kiedy jej włodarz sam od niej odszedł, przyjdzie nam ułożyć choćby poprawne stosunki z Elderlandem, co pewnie będzie dużym wyzwaniem.

Nie będąc decydentem w sprawach naszej polityki zagranicznej z ciekawością będę obserwował, jak odniesie się do tych problemów przyszły Rząd Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości. Przyznam, że jestem zwolennikiem dość szeroko zakrojonego izolacjonizmu, zwłaszcza wobec dużych bloków politycznych czy też państw zdolnych do ich tworzenia. A już z pewnością winniśmy na nie patrzeć przez pryzmat tylko i wyłącznie własnych interesów. Jeżeli chcemy rzeczywiście korzystnej współpracy, winniśmy się raczej zwrócić ku swojemu kontynentowi, uwzględniając przy tym dodatkowo bliską nam kulturowo Rzeczpospolitą Obojga Narodów, a być może także odradzający się Skarland. Również Surmenia, choć jeszcze w swych początkach, byłaby naszym naturalnym partnerem.