[ARB]”Cudzoziemcy” w Budapeszcie

arbeiterAchille Landauer | 11. 04. 2012

Ruch Autonomii Kulturalnej (Zalitawii), pomimo ciągłego oczekiwania na formalną rejestrację, postanowił zamanifestować swój sprzeciw wobec madziaryzacyjnej polityce prowadzonej na terenie całej Korony Świętego Stefana. Ulicami stolicy przeszła wielotysięczna manifestacja pod nazwą „Marsz cudzoziemców”.

„Cudzoziemcami” byli przyjezdni ze wszystkich krańców Królestwa, choć największa grupę stanowili Ci spośród przedstawicieli wszystkich grup narodowościowo-etnicznych, którzy na co dzień mieszkają i pracują w stolicy i stanowią jasny przekaz, że nie Węgrzy są jedynym narodem w tym państwie. Wszyscy maszerowali pod różnymi flagami narodowymi – barwy słowackie, chorwackie, serbskie, rusińskie, szeklerskie, romskie i żydowskie powiewały wymieszane nad całym pochodem. Wszystkiemu towarzyszyły też barwy węgierskie. Tu uwagę zwracał jeden z transparentów, niesiony przez etnicznych Madziarów i otoczony zielono-biało-czerwonymi flagami, głoszący „Równi w cudzoziemstwie/obcy we własnym państwie”.

Marsz przeciągnął przez całą stolicę Zalitawii, spotykając się z różnym przyjęciem. W rejonie nadbrzeża Rudolfa doszło wręcz do starcia z grupkami nacjonalistów, którzy wykorzystując fakt, że kordon policyjny był raczej dość luźny, obrzucili maszerujących kamieniami i butelkami. W odpowiedzi grupka co bardziej bojowo nastawionych manifestantów, m.in. członkowie robotniczych grup samoobrony przerwała kordon i weszła w bezpośrednie starcie z nacjonalistami. Dopiero po dziesięciu minutach bójki doszło do rozdzielenia obu stron przez wzmocnione oddziały policji. Aresztowano łącznie kilkaset osób z obu stron konfliktu, kilkanaście z różnymi obrażeniami odwieziono do budapeszteńskich szpitali, obyło się jednak bez poważniejszych ran czy zagrożenia życia. W tym czasie większość maszerujących pociągnęła dalej, na most łańcuchowy.

Po tym jak przekroczono Széchenyi lánchíd, pochód zatrzymała się. Następnie wielokolorowa manifestacja wzniosła okrzyki we wszystkich językach Królestwa, domagając się kulturowego równouprawnienia wszystkich narodów i odrzucenia turańskiego, panmadziarskiego nacjonalizmu, który jest od dawna obowiązującą ideologią promowaną przez Monarchę i władze państwowe. Wszystkie te apele odbijały się głębokim echem w tunelu naprzeciw mostu, jak potem powiedział jeden z manifestantów „wprawiając w drżenie skostniałe fundamenty madziarskiego szowinizmu„. W kulminacyjnym punkcie manifestacji tow. Achille Landauer publicznie odczytał swoją deklarację przynależności do egalitarnej wspólnoty narodów i ludów Królestwa Węgier, będącej przeciwstawieniem się szowinistycznej „deklaracji przynależności do Narodu Węgrów”, do której składania nakłaniani są tak Węgrzy, jak i elity innych narodowości Zalitawii. Nieoficjalnie mówi się, że o ile na etnicznych Węgrów patrzy się przez palce, to niezłożenie tej deklaracji może dla tzw. madziaronów być poważną przeszkodą w obejmowaniu funkcji publicznych. Deklaracja ta uważana jest poniekąd za credo madziarskiego nacjonalizmu – i jako taka jest od dawna obiektem ataku ze strony środowisk autonomistycznych.

Na moście główny pochód się zakończył, jednak można uznać, że wracający do domów czy tymczasowych noclegów manifestujący tak naprawdę rozdzielili się na kilkaset mniejszych pochodów, które przeciągnęły przez cały Budapeszt. W całym mieście pełno było flag, śpiewów i nawoływań, na szczęście obyło się bez większych dalszych incydentów ze strony lokalnych nacjonalistów. Szczególnie głośni okazali się być siedmiogrodzcy Rumuni – kilku zostało zatrzymanych przez budapeszteńską policję po tym jak ok. godz. 23 wdrapali się na pomnik cesarza Leopolda na placu Bohaterów i powiewali z niego rumuńską flagą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *