[ON] Ani Cesarz, ani Król nie noszą majtek

newsAchille Landauer | 20. 04. 2012

 

 

Pilni redaktorzy Obleśnych Nowinek obserwują pilnie publiczne wypowiedzi Jego Cesarskiej i Królewski Mości. Ostatnio mają ułatwione zadanie – JCiKM widziano na placu Wiedeńskim, w stanie wskazującym na przedawkowanie jakiegoś rodzaju proszków – on sam mamrotał coś o probiotykach i ketonalu, ale wszystko wskazywało na nadmierną dawkę ciprofloksacyny.

Wśród rozlicznych a interesujących wyznań Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości (m.in. że nie lubi swojego rodowego nazwiska, że schudł i że nie rodził P. Petaina) znalazło się oświadczenie, że zgodnie z zaleceniami swojej szanownej rodzicielki nie nosi „majtów”, a jedynie bieliznę na całe ciało (prawdopodobnie tzw. catsuit) oraz kalesony. Kwestia Cesarskiej bielizny wzbudziła zainteresowanie i kilka zgryźliwych komentarzy – m.in. p. Victorio Mortuusa. Cesarz bronił się patriotyzmem i tradycjonalizmem – twierdząc, że jest to strój narodowy.

Nie od dziś znany jest cesarski donaueryzm, jednak do tej pory nie było wiadomo, że dotyczy on także kwestii ineksprymabli. Trudno w tej sytuacji nie podziwiać Jego Majestatu. Naszego podziwu nie zmienia fakt, że Jego Cesarska i Królewska Mość stwierdził następnie, że zawsze uwielbiał kobiece piersi w męskich gaciach. Tym niemniej, trwają przygotowania do zapowiedzianego wcześniej przetargu na następcę tronu…

[MZ] Mowa Tronowa na Siedmiolecie

zeitung Franz Josef von Habsburg | 28. 04. 2012

 

An meine Völker!
Népeimhez!
Do moich Ludów!

Szanowni Państwo,
Wasze Ekscelencje,
Dostojni Goście!

Naszej wspaniałej Monarchii minęło w ubiegły wtorek siedem lat. Jedni powiedzą, że to nieprzeciętny wyczyn, zwłaszcza w czasach, gdy tak wiele państw, także tych starych, upada. Drudzy – że gdzieś w mikroświecie są państwa jeszcze starsze. Niezależnie od tego, sądzę że siedem lat to piękny wynik – zwłaszcza że ten okres jest niezmiernie ciekawy, burzliwy i godny uwagi. O tym, jak rozwinęły się Austro-Węgry przez te lata, na samym początku mogliśmy jedynie śnić, jeżeli w ogóle poniosła nas wyobraźnia.

Przez ostatni okres udało się nam wiele zrobić – unowocześnić stronę główną, wprowadzić na niej istotne dla wszystkich udogodnienia. Coraz mocniej się integrujemy, dzięki częstym spotkaniom na naszym czacie. Wykorzystujemy w większym stopniu przestrzeń publiczną, generując aktywność na wielu polach. Stworzyliśmy już nie tylko państwo, ale i społeczność z jej bardziej i mniej aktywnymi uczestnikami. Wciąż chcą do nas przychodzić nowi obywatele, skłonni do aktywnej działalności. Zdarza się, że wracają do nas starsi, zasłużeni.

Co oczywiste – mamy też ogrom rzeczy do zrobienia. Zmiany w polityce budżetowej, we wzajemnych relacjach w Cesarskich i Królewskich Siłach Zbrojnych, poprawa postrzegania międzynarodowego Monarchii, wzrost znaczenia polityki samorządowej, rozpoczęcie działalności związanej z Uniwersytetem – to tylko część zdań, jakie nas czekają. Nie należy się ich bać – dzięki temu mamy co robić, wiemy, że będzie aktywnie, ciekawie i po prostu dobrze.

W ciągu siedmiu lat staliśmy się jednym z większych obecnie funkcjonujących państw, jesteśmy poważani na arenie międzynarodowej. Wiele młodych państw zwraca się właśnie do nas po pomoc czy poradę, kiedy stawiają pierwsze kroki. Wielu też wzoruje się na nas – na naszej kulturze, klimacie, a nawet na naszym prawie. Sądzę, że pozwala nam to być dumnymi ze swojego kraju – pozwala nadal budować tożsamość austro-węgierską, a w jej ramach mozaikę innych tożsamości i kultur. Dzięki temu każde dziecko wie, że zagraniczne szkodzi, a austro-węgierskie jest najlepsze. To wszystko jest wspólną zasługą nas wszystkich, bardziej i mniej aktywnych.

Dziękuję.

[MZ] Plan obchodów Siedmiolecia

zeitungPatryk I Labacki | 28. 04. 2012

 

Dwór Cesarski i Królewski ma zaszczyt przedstawić plan obchodów Siedmiolecia. Mamy nadzieję, że spędzimy ten wieczór w miłej atmosferze i dobrym towarzystwie.

Plan:
1. Początek uroczystości – 20.00, kilka minut oczekiwania na przybycie gości.
2. Hymn Austrii i hymn Węgier.
3. Film z obchodów, pokazujący paradę wojskową.
4. Mowa Tronowa.
5. Przemówienia (publikowane osobno)*.
6. Nobilitacje oraz wręczenie odznaczeń.
7. Prezentacja inicjatyw rocznicowych.

* Dostojnych Gości prosimy o nadsyłanie przemówień na adres hof@austro-wegry.org w formie tekstowej – zostaną opublikowane w prasie.

Z poważaniem,
(-) Patryk Labacki,
Wielki Ochmistrz Dworu, Mistrz Ceremonii

[ON] Czy cesarz ma problem alkoholowy?

newsAchille Landauer | 26. 04. 2012

 

 

Ostatnio od Monarchy w miejscach publicznych ciągle słyszymy, jakoby był on pod wpływem środków przeciwbulowych (pisownia zarezerwowana dla głów państw). Nie wydaje nam się jednak, aby była to prawda, cała prawda. Jaka ilość ketonalu byłaby potrzebna, aby monarcha rozmawiał o upodobaniach bieliźnianych? Właściwie, znając go, to żadna, ale są i inne przesłanki, świadczące o tym, że nie bardzo kontroluje on sam siebie.

Jednym z nich jest chociażby ostatnia zmiana wizerunku, na cukierkowe książątko. Co więcej, widywany jest on przy różnych okazjach w towarzystwie dziwacznego transwestyty, zataczający się i dziwnie pachnący. Poza nieuniknionymi obowiązkami, Monarcha niemal nie opuszcza pałacu, rzekomo zapoznając się z cudami Austro-Węgierskiej kinematografii. Niezwiedzeni tymi tłumaczeniami reporterzy Obleśnych Nowinek postanowili się zagłębić w temat.

Wszystko się wyjaśniło, gdy informator z kręgów zbliżonych do Pałacu przypomniał o sporym zamówieniu, jakie Pałac co miesiąc realizuje w Smichovskym browarze. Wszystko wskazuje, że zamawiane piwo (ok. 2500 l miesięcznie) nie trafia do dyspozycji całego Dworu, ale wyłącznie do gardła Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości. To by tłumaczyło nie tylko dziwaczne zachowania – ale i niechęć do dyplomacji i zagranicznych wyjazdów. W końcu gdzie Cesarz znalazłby lepsze piwo niż czeskie?

Redakcja Obleśnych Nowinek wyraża nadzieję, że dla dobra Monarchii, Cesarz, choćby i nie zrezygnował z konsumpcji piwa, zamieni jednak towarzystwo tajemniczego transwestyty na takie, które mogłoby dostarczyć nam następców tronu.

[ARB] Strajk w Wiener Neustadt

arbeiterAchille Landauer | 23. 04. 2012

 

 

Takiej sytuacji nikt się nie spodziewał, nawet członkowie i kierownictwo lokalnej komórki związkowej. W czasie krótkiej, kilkunastominutowej przerwy, jaka następuje ok. godziny 16 w momencie zakończenia pracy przez jedną zmianę i podjęcia jej przez zmianę następną, w kłębiącym się tłumie robotników iskra wywołała pożar. Iskrą tą była informacja, czy też raczej plotka, że na wskutek niskiej sprzedaży samochodów Austro-Daimler zarząd fabryki będzie dokonywać zwolnień – a być może zrezygnuje nawet z całej jednej zmiany, a pozostali będą mieli obciętą dniówkę.

Nie trzeba było nic więcej, żeby masa robotników zmieniła się w prawdziwe gniazdo szerszeni. Reprezentanci lokalnej giełdy pracy jeszcze przed końcem przerwy stawili się u dyrektora fabryki w Wiener Neustadt, żądając informacji nt. potencjalnych zwolnień i obniżki płac. Udzielona przez niego wymijająca odpowiedź ich w żadnym razie nie zadowoliła – w związku z czym na zwołanym ad hoc zebraniu, uchwalono rozpoczęcie strajku okupacyjnego. Wzięli w nim udział zarówno pracownicy drugiej zmiany, jak i wielu z pracowników pierwszej zmiany.

Dyrekcja fabryki bezskutecznie usiłowała interweniować. Powtórzone do całej grupy tłumaczenia dyrektora nie przekonały robotników, zawiodła także próba rozbicia solidarności strajkujących przez stwierdzenie, że w razie faktycznych zwolnień, to strajkujący stracą pracę w pierwszej kolejności. Już w trzy godziny po rozpoczęciu strajku, dyrekcja wezwała żandarmerię, która obsadziła wejścia do fabryki, uniemożliwiając powrót kilku pracownikom, których wcześniej komitet strajkowy czasowo zwolnił do domów. Wkrótce potem, po formalnym wezwaniu do opuszczenia terenu fabryki, żandarmi podjęli próbę szturmu, używając granatów dymnych, gazów łzawiących a następnie pałek. Robotnicy stawili opór, po prawie półgodzinnej walce na pałki, kije i kamienie wypierając ich za bramy fabryki. Mimo kilku mniejszych kontuzji, nie doszło na szczęście do żadnych poważniejszych zranień.
W obliczu niepowodzenia próby siłowego rozwiązania konfliktu, a także groźby rozszerzenia strajku (w sprzeciwie wobecbrutalności żandarmerii) na tradycyjnie rewolucyjnych robotników Wiener Neustädter Lokomotivfabrik. W tej sytuacji kierujący operacją odrzucił propozycję wykorzystania kadetów z Theresianische Militärakademie w stłumieniu strajku. Dyrekcja fabryki, rezygnując z siłowego rozwiązania konfliktu, zwróciła się do centrali Austro-Daimlera o instrukcje…

[ARB] Jak prawnicy szkodzą prawu…

arbeiterAchille Landauer | 16. 04. 2012

 

 

… czyli dlaczego prawnicza formalina nie powinna rządzić państwem [1]

Prawnicy nie rozumieją prawa. Och, znają się na nim dość dobrze żeby pełnić swoją funkcję – pamiętają paremie, zasady prawa, niekiedy całe artykuły i paragrafy oraz precedensy – i zawsze gotowi są wytknąć błąd w definicji czy interpretacji, dopatrzeć się uchybień. Także w samym prawie – ale w przeciwieństwie do zwykłego człowieka, prawnik kiedy zobaczy błąd, przeoczenie czy zwykłą nieścisłość w prawie nie wzruszy ramionami i będzie działał dalej, ale rozłoży ręce i powie – „nic nie mogę zrobić”. Bo prawnik, jakkolwiek by nie narzekał na niedoskonałości prawa – jest w nim zakochany i jego każde naciągnięcie jest dla niego równą zbrodnią, co jego otwarte złamanie.

Tego typu prawnik jest fanatykiem, zapałem swym dorównującym temu religijnemu. Dla niego każdy kompromis, każde uchybienie jest równym grzechem, równą moralną degrengoladą. Dla prawnika nikt nie stosuje dość doskonale prawa – tak jak dla fanatyka nikt nie jest dość moralny w świetle danej świętej księgi. Nic dziwnego, że religijne kodeksy tak często przyjmują sobie miano prawa.

Jeszcze jedno religia ma wspólnego z prawem dla takich prawników – kwestia interpretacji. W jednej z dyskusji usłyszałem, że tylko Sąd Najwyższy może interpretować prawo, co natychmiast skojarzyło mi się z religią katolicką i jej systemem interpretacji. Pomijając podstawowy błąd leżący w tym stwierdzeniu, to ujawnia on pewien styl myślenia, który widziałem chociażby u – proszę wybaczyć, że wymieniam personalnie – barona Szücsa, gdy miałem zaszczyt występować w Zgromadzeniu Parlamentarnym jako przedstawiciel przy okazji prac nad ustawą o pomocy publicznej. Pan baron, podówczas Przewodniczący, stwierdził, że skoro w regulaminie nie jest wymienione w każdym miejscu obok „wnioskodawcy” również „lub jego przedstawiciel”, to kolejne przywileje wnioskodawcy przedstawicielowi się nie należą. Co oznaczało tyle, że nie należą mu się żadne. Przy okazji Pan Przewodniczący nie omieszkał poinformować mnie, że źle rozumiem pojęcie „racjonalnego ustawodawcy” i westchnąć na niedoskonałością regulaminu. To taka prawnicza postawa w pigułce.

Czego zatem nie rozumieją prawnicy? Nie rozumieją roli, pochodzenia i istoty prawa. Nie rozumieją, że kiedy przepis nie jest jasny, to znaczy że trzeba go interpretować, a nie porzucać wszelkie działanie. Że procedurę można zmienić lub nagiąć, jeżeli odbiega od rzeczywistości. Że rolą administracji państwowej nie jest realizacja prawa – a realizacja zadań państwa, z pomocą prawa, jeżeli faktycznie jest pomocne, lub wbrew niemu, jeżeli akurat przeszkadza.

Dlatego właśnie prawnicy nie powinni rządzić. Bo zazwyczaj pamiętają o swoich obowiązkach prawnika, a nie o obowiązkach urzędnika. Zapominają o prawie obywatela do dobrej administracji, zaślepieni elitarnym poczuciem wyższości, wskazując na błędy w procedurach, uchybienia w działaniach, ułomności w prawie. Administracja ściśle zgodna z prawem niekoniecznie musi znaczyć „dobra administracja”. Dobra administracja, to administracja przyjazna obywatelowi. Administracja, która interpretuje prawo na jego korzyść, nie przeciwko niemu, lub w ogóle wstrzymuje się od działania jeżeli nie ma pewności.


[1] Z góry należy zastrzec, że mówiąc w tym artykule o „prawnikach” upraszczam, mając na myśli osoby, które z prawa, regulaminów i procedur czynią sobie bożków na wzór złotego cielca, którym oddają cześć i których podejście do prawa jest równie ścisłe co pozbawione jakiejkolwiek wyobraźni.

[ARB]”Cudzoziemcy” w Budapeszcie

arbeiterAchille Landauer | 11. 04. 2012

Ruch Autonomii Kulturalnej (Zalitawii), pomimo ciągłego oczekiwania na formalną rejestrację, postanowił zamanifestować swój sprzeciw wobec madziaryzacyjnej polityce prowadzonej na terenie całej Korony Świętego Stefana. Ulicami stolicy przeszła wielotysięczna manifestacja pod nazwą „Marsz cudzoziemców”.

„Cudzoziemcami” byli przyjezdni ze wszystkich krańców Królestwa, choć największa grupę stanowili Ci spośród przedstawicieli wszystkich grup narodowościowo-etnicznych, którzy na co dzień mieszkają i pracują w stolicy i stanowią jasny przekaz, że nie Węgrzy są jedynym narodem w tym państwie. Wszyscy maszerowali pod różnymi flagami narodowymi – barwy słowackie, chorwackie, serbskie, rusińskie, szeklerskie, romskie i żydowskie powiewały wymieszane nad całym pochodem. Wszystkiemu towarzyszyły też barwy węgierskie. Tu uwagę zwracał jeden z transparentów, niesiony przez etnicznych Madziarów i otoczony zielono-biało-czerwonymi flagami, głoszący „Równi w cudzoziemstwie/obcy we własnym państwie”.

Marsz przeciągnął przez całą stolicę Zalitawii, spotykając się z różnym przyjęciem. W rejonie nadbrzeża Rudolfa doszło wręcz do starcia z grupkami nacjonalistów, którzy wykorzystując fakt, że kordon policyjny był raczej dość luźny, obrzucili maszerujących kamieniami i butelkami. W odpowiedzi grupka co bardziej bojowo nastawionych manifestantów, m.in. członkowie robotniczych grup samoobrony przerwała kordon i weszła w bezpośrednie starcie z nacjonalistami. Dopiero po dziesięciu minutach bójki doszło do rozdzielenia obu stron przez wzmocnione oddziały policji. Aresztowano łącznie kilkaset osób z obu stron konfliktu, kilkanaście z różnymi obrażeniami odwieziono do budapeszteńskich szpitali, obyło się jednak bez poważniejszych ran czy zagrożenia życia. W tym czasie większość maszerujących pociągnęła dalej, na most łańcuchowy.

Po tym jak przekroczono Széchenyi lánchíd, pochód zatrzymała się. Następnie wielokolorowa manifestacja wzniosła okrzyki we wszystkich językach Królestwa, domagając się kulturowego równouprawnienia wszystkich narodów i odrzucenia turańskiego, panmadziarskiego nacjonalizmu, który jest od dawna obowiązującą ideologią promowaną przez Monarchę i władze państwowe. Wszystkie te apele odbijały się głębokim echem w tunelu naprzeciw mostu, jak potem powiedział jeden z manifestantów „wprawiając w drżenie skostniałe fundamenty madziarskiego szowinizmu„. W kulminacyjnym punkcie manifestacji tow. Achille Landauer publicznie odczytał swoją deklarację przynależności do egalitarnej wspólnoty narodów i ludów Królestwa Węgier, będącej przeciwstawieniem się szowinistycznej „deklaracji przynależności do Narodu Węgrów”, do której składania nakłaniani są tak Węgrzy, jak i elity innych narodowości Zalitawii. Nieoficjalnie mówi się, że o ile na etnicznych Węgrów patrzy się przez palce, to niezłożenie tej deklaracji może dla tzw. madziaronów być poważną przeszkodą w obejmowaniu funkcji publicznych. Deklaracja ta uważana jest poniekąd za credo madziarskiego nacjonalizmu – i jako taka jest od dawna obiektem ataku ze strony środowisk autonomistycznych.

Na moście główny pochód się zakończył, jednak można uznać, że wracający do domów czy tymczasowych noclegów manifestujący tak naprawdę rozdzielili się na kilkaset mniejszych pochodów, które przeciągnęły przez cały Budapeszt. W całym mieście pełno było flag, śpiewów i nawoływań, na szczęście obyło się bez większych dalszych incydentów ze strony lokalnych nacjonalistów. Szczególnie głośni okazali się być siedmiogrodzcy Rumuni – kilku zostało zatrzymanych przez budapeszteńską policję po tym jak ok. godz. 23 wdrapali się na pomnik cesarza Leopolda na placu Bohaterów i powiewali z niego rumuńską flagą.

[ARB] Prezydent Ministrów odpowiada Rotbergowi

arbeiter Achille Landauer | 06. 04. 2012

Niedawno w „Monarchie Zeitung” ukazał się list p. Riccardo von Rotberga do Prezydenta Ministrów JCiKM, p. Ferenca Batthanyego, w którym p. Rotberg wyrażał wątpliwości co do polityki gospodarczej rządu oraz zadawał serię pytań co do działań Prezydenta Ministrów w sprawie gospodarki. Odpowiedź, jak donosiło Rządowe Centrum Informacji została udzielona w dniu wczorajszym, jednak nie poznaliśmy wówczas jej treści, a jedynie opinię Prezydenta Ministrów nt. tego typu apolitycznych specjalistów obserwujących działalność rządu.

 

Dziś, za zgodą p. prezydenta Batthanyi’ego przedstawiamy pełną treść jego odpowiedzi.

Wiedeń, 03.04.2012.

Ferenc Batthyany
Kancelaria Prezydenta Ministrów

Do: Riccardo von Rotberg

Na początku chciałbym serdecznie Panu podziękować za Pana obywatelską aktywność w postaci stworzenia Instytutu Ekonomicznego. Niezwykle cieszę się z faktu, że obywatele mają tak ciekawe inicjatywy. Odpowiadając na pańskie pytania chciałbym zaznaczyć, że w związku z niedotrzymaniem przeze mnie terminu co do znalezienia kompetentnej osoby na stanowisko Ministra Finansów podałem się do dymisji. Niestety moja dymisja nie została przyjęta. Poszukiwania nadal trwają, mogę jedynie zapewnić, że rząd robi wszystko co w jego mocy, aby znaleźć odpowiedniego kandydata. Tak, projekt budżetu został już przedstawiony Zgromadzeniu Parlamentarnemu, obecnie trwa pierwsze czytanie projektu.

Oczywiście, że wynagrodzenia za miesiąc luty zostaną wypłacone, w tym miejscu muszę przeprosić wszystkich urzędników za zwłokę w tej sprawie. Wypłata wynagrodzeń nastąpi w ciągu kilku najbliższych dni. Co do polityki gospodarczej to rząd zamierza ponownie złożyć projekt ustawy o wspieraniu przedsiębiorczości, ponadto trwają również przygotowania do wprowadzenia reformy „działkowej”. Mogę Pana zapewnić, że pański projekt ustawy o zamówieniach publicznych jest obecnie omawiany. Ja także dostrzegam wagę kwestii sprowokowanie do działalności produkcyjno-usługowej mieszkańców, powinien to być fundament naszej gospodarki.Dlatego też między innymi poprzez pomoc przedsiębiorstwom staramy się skłonić obywateli do działalności gospodarczej.

Jeśli moje odpowiedzi nie usatysfakcjonowały Pana to z chęcią udzielę Panu dalszych wyjaśnień, wyrażam też nadzieję, że Pan jako niezależny ekspert będzie „czuwał” nad rządowymi projektami dotyczącymi gospodarki opiniując je.