[ARB] Szmoncesy naddunajskie, odc. V

arbeiterAchille Landauer | 05. 03. 2012

 

 

Przed sądem w Wiedniu spierają się – o sprawy finansowe – Landauer i Kosić.
– Jest mi winien pięćset koron i nie oddaje! – skarży Kosić.
– W tym miesiącu nie mogę zapłacić ani grosza, nie mam z czego! – tłumaczy się Landauer.
– To samo mówił przed miesiącem i dwa miesiące temu!
– No i co? Może nie dotrzymałem słowa?

Panna Wilhelmina Bonder-Gross po długim nagabywaniu przyjęła brylantowy pierścionek od natarczywego wielbiciela. Chcąc jednak sprawdzić na ile kawaler ją naprawdę ceni, udała się do jubilera, aby oszacował wartość podarku. Następnego dnia odesłała „narzeczonemu” pierścionek w małej paczuszce, opatrzonej dużym napisem: „Uwaga, szkło!”

Do Prezydenta Ministrów, Ferenca Batthyanyego dotarły plotki, jakoby żona zdradzała go z baronem Szücsem. Ten puszczał to mimo uszu, pewnego razu jednak znienacka przyłapał parę in flagranti. Zerknął tylko na nieco przejrzałe uroki swojej małżonki, pokręcił głową i rzekł tylko:
– Jednego nie rozumiem. Ja muszę – ale Ty?

Karl Kanzler – przy okazji jeszcze pełnienia swojej funkcji prokuratora – wybrał się w trakcie jarmarku do Koszyc. Tam niestety dla niego wszelkie hotele były wypełnione. Wreszcie właściciel jednego z nich, zmęczony nagabywaniem prokuratora, zaproponował:
– Na pierwszym piętrze dwuosobowy pokój wynajął pewien bogaty żyd-hurtownik. Pan idzie do niego, zapyta, może będzie mógł Pan przespać się w drugim łóżku.
Kanzler idzie na górę, tam, stając w progu, spostrzega że pobożny Żyd odmawia „osiemnaście błogosławieństw”, najważniejszą modlitwę, w trakcie której nie można odezwać się ani słowem. Prokurator pyta jednak:
– Szanowny Panie! Przysyła mnie gospodarz. Czy pozwoli mi pan przespać się w drugim łóżku?
Hurtownik, nie odrywając oczu od modlitewnika, pokiwał głową, że tak. Na co prokurator zapytuje śmielej:
– Ponieważ mam do załatwienia sporo interesów w mieście, pozwoli Pan, że wrócę późnym wieczorem?
Hurtownik, nadal odmawiając modlitwę, znów pokiwał potakująco.
Kanzler, mając już wychodzić, postanowił zadać ostatnie pytanie:
– Hmm, ponieważ nie wszystko mogę załatwić na mieście, czy wracając tym późnym wieczorem, mogę przyprowadzić tu hm… kobietę na hmm… „przesłuchanie”?
Pobożny hurtownik nie oderwał oczu od modlitewnika, a tylko uniósł do góry d w a palce.

Tytułem wstępu – jedną z popularniejszych bohaterek wiedeńskich anegdot była pani Róża Pollak von Parnegg, przedstawicielka uszlachconych przez austriackiego monarchę neofitów o mojżeszowym pochodzeniu, które to wychodziło ponoć przy każdej okazji…

Wkrótce po swoim chrzcie, pani Róża udała się z córką Malwiną do katedry Świętego Szczepana. Tam podjęła się trudu „krześcijańskiej” edukacji swojego dziecka.
– Widzisz, Malwińciu, to jest Dom Boży…
– Ale przecież Pan Bóg mieszka w niebie?
– Tak. Ale tutaj ma swój geszeft.

Maż pani Pollak wyjechał na kurację do uzdrowiska Nauheim. W tym czasie zmarła jego siostra. Na Różę spadł obowiązek powiadomienia męża. Upomniana przez znajomych, aby zrobiła to ostrożnie, bo mąż choruje na serce, pani Pollak von Parnegg wysłała mu depeszę o treści: „Adela lekko zachorowała. Stop. Pogrzeb w czwartek.”

Pani Róża je obiad w wykwintnej francuskiej restauracji, gdzie wybrała się z mężem. Kelner postawi na stole szklankę wody. Zaskoczona pyta łamaną francuszczyzną:
– Kes kese?
– Un verre d’eau – brzmi odpowiedź zaskoczonego kelnera.
Pani Róża ostrożnie kosztuje, po czym zwraca się do męża:
– Wiesz Moryc, gdybym nie wiedziała, że to werdo, mogłabym przysiąc, że to czysta woda.

Po tym samym obiedzie, w hotelu, cierpiąc od upału a nie mając pod ręką nic orzeźwiającego, Pani Róża zadzwoniła po pokojówkę, jednocześnie pytając męża:
– Czy nie wiesz, jak będzie po francusku „ode koloń”?

Zwiedzając muzeum sztuki antycznej, państwo Pollak von Parnegg przystanęli przed jedną z rzeźb.
– To chyba alabaster – stwierdził z miną znawcy pan Pollak.
– Nie kompromituj się, przecież w katalogu wyraźnie pisze, że to Wenus – dogryza mężowi pani Róża.

Znajomy zaczepił szacownego von Rotberga:
– Czy to prawda, że ponoć strasznie kłócisz się z żoną?
– No bywa, ale to chyba w każdym małżeństwie tak jest…
– No ale o was to mówią, że ty ją okładasz kijem – a ona Ciebie wałkiem…
– Przesada, wcale nie zawsze. Czasem ja łapię za wałek, a ona za kij…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *