[BZ] Mont Blanc „Dach” Europy

newsIsabella Marie Swan | 18. 03. 2010

 

 

Szwajcarski przyrodnik Horaca-Benedict de Saussure (1740-1799) już od dzieciństwa fascynował się imponującym masywem górskim Mont Blanc – alpejskim olbrzymem. Będąc pod wrażeniem jego niedostępności, zaoferował nagrodę osobie, która pierwsza wejdzie na szczyt. Chociaż próby podejmowano już w roku 1741, to górę o wysokości 4807 metrów n.p.m. udało się zdobyć dopiero w sierpniu 1786roku. Wyczynu tego dokonało dwóch mieszkańców francuskiego miasteczka Chamonix: poszukiwacz kryształów Jacques Balmat i lekarz Michel-Gabriel Paccard. Rok póĽniej na ów najwyższy szczyt zachodniej Europy wspiął się z wyprawą naukową de Saussure, a w roku 1788 dotarł on na przełęcz Col du Geant, gdzie spędził aż 17 dni. Tak wyglądały początki alpinizmu.
W roku 1855 wyprawa kierowana przez włoskich przewodników weszła na górę trudniejszą drogą, a dziewięć lat póĽniej szczyt zdobyto od strony włoskiej. Ci odważni pionierzy sprzętu – mieli ze sobą jedynie kije z żelaznym okuciem. Zdaniem geografa Giotto Dainelliego w tamtych czasach „zdobycie szczytu – wyruszenie z dna doliny i wędrowanie zupełnie nieznanymi szlakami – wymagało takiego hartu ciała i ducha, jak trudno sobie wyobrazić ludziom, którzy dzisiaj chodzą po górach”. Obecnie dotarcie nawet do najbardziej niedostępnych zakątków masywu nie stanowi już takiego wyzwania.
Chociaż Mont Blanc znajduje się w środku zachodniej Europy, w starożytności był nieznany. Najwcześniejszy zachowany dokument wspominający o tej górze pochodzi z 1088 roku. Na mapie należącej do benedyktynów z Chamonix zaznaczono ją jako rupes alba, czyli „biała góra”. Jednak przez setki lat miejscowi określali ja mianem Przeklętej Góry, gdyż wierzono, że mieszkają tam legendarne demony i smoki. Nazwa Mont Blanc po raz pierwszy pojawiła się najprawdopodobniej na rysunku w 1744 roku, co było oznaką, że wkrótce jej niechlubna reputacja odejdzie w niepamięć.

Urozmaicony łańcuch górski

Masyw Mont Blanc w całej okazałości można ujrzeć jedynie z samolotu lub helikoptera. Rozciąga się na obszarze 600 kilometrów kwadratowych na pograniczu Francji, Szwajcarii Włoch. W jego skład wchodzi kilka czterotysięczników, a główna grań ma jakieś 50 kilometrów długości. Masyw zbudowany jest z łupków krystalicznych i granitu – skał powstałych głęboko w skorupie ziemskiej. Zdaniem geologów jest to młoda grupa górska, ma bowiem „zaledwie” 350 milionów lat. Wynikiem działalności lodowców i czynników atmosferycznych są liczne szczeliny, postrzępione granie, iglice i wierzchołki. Owe przepiękne formy skalne stanowią wyjątkową atrakcję dla alpinistów.

Mont Blanc z bliska

Nawet osoby niebędące doświadczonymi wspinaczami (tak ja Ja) mogą z bliska podziwiać centralną część masywu dzięki kolejce linowej, oddanej do użytku w 1958 roku. Jej górna stacja znajduje się na wysokości 3842 metrów n.p.m. na szczycie Aiguille du Midi, skąd widać cudowną panoramę doliny Chamonix.
Z topograficznego punktu widzenia Mont Blanc nie kryje już żadnych niespodzianek. Oferuje natomiast wspaniałe widowisko, w szczególności o świcie i o zmierzchu, gdy zimne, granitowe skały mienią się wszystkimi odcieniami czerwieni, sprawiając, że „dach” Europy płonie niczym wielka pochodnia.

Komunikat Armeegruppe von Rabl № 9/10

zeitungFranz Josef von Habsburg | 11. 03. 2010

 

Wobec rozbicia głównych sił rebeliantów, a także zmiany charakteru działań, dalszy pobyt dużych sił regularnych na terenie działań nie jest już potrzebny. Główny ciężar utrzymania porządku i bezpieczeństwa, a także pościgu za członkami władz rebelianckich, służb oraz niedobitków wojsk przejmują kompanie graniczne oraz żandarmeria. Formacje te są znacznie lepiej dostosowane do takiego charakteru działań niż regularne formacje wojskowe.
Jak dotąd nie udało się ująć przywódców rebelii. Przypuszczamy, że udało im się zbiec za granicę. Dotarły też do nas informacje, ze wzmiankowani ukrywają się w doskonale zamaskowanych górskich jaskiniach wraz z garstką lojalnych bojowników. Ta informacja wymaga potwierdzenia. Bardziej prawdopodobnym jednak jest, że zbiegli przebywają za granicą.
Tymczasem w dniu dzisiejszym rozpoczęto operację powrotu wojsk do garnizonów.
Dowództwo Armeegruppe von Rabl przeprasza za utrudnienia w poruszaniu się po drogach Monarchii, gdzie mogą się pojawić kolumny wojsk wracających do swych miejsc stacjonowania. Problemy mogą także mieć pasażerowie pociągów, jako że wojskowe transporty kolejowe mogą zdezorganizować rozkłady jazdy.
Armia dołoży wszelkich starań, aby utrudnienia te były jak najmniej dotkliwe oraz możliwie krótkotrwałe. Aby to umożliwić opracowano precyzyjny harmonogram przewozów zakładający jak najmniejszą uciążliwość.
Dziękujemy za wyrozumiałość, i myślimy, że mimo wszystkich utrudnień wszyscy będą cieszyli się z powrotu swoich bliskich do domów.

Pomimo formalnego zakończenia operacji przeciw Ciprofloksji oraz powrotu uczestniczących w niej jednostek do garnizonów, pozostaną one przez pewien czas w gotowości powtórnego włączenia się do akcji w razie wystąpienia nieprzewidzianych wydarzeń.

(-) Dowództwo Armeegruppe von Rabl

Komunikat Armeegruppe von Rabl № 8/10

zeitung Franz Josef von Habsburg | 07. 03. 2010

 

Na tereny dawnej rebelii zaczyna wracać pokój. Główne ugrupowania wroga zostały rozbite i aktualnie nasze wojska sukcesywnie oczyszczają je z niedobitków. Morale przeciwnika spadło praktycznie do zera. Poddaje się on na widok naszych patroli widząc beznadzieję swego położenia, a także cynizm przywódców, którym udało się zbiec pozostawiając walczące oddziały swemu losowi. Ważnym czynnikiem jest także głód, i to nie jako ideologia Ciprofloksji, a zwykły, ludzki. Pozbawione wszelkiego wsparcia logistycznego wojska miały je zdobywać na opanowywanych terenach dokonując rabunków i konfiskat, rozszerzając niejako „dobrobyt” głoszony przez przywódców rebeliantów.

Pewien problem stanowią jedynie oddziały złożone z najemników i ideologicznie zmotywowanych ochotników zagranicznych. Jednak i ci wobec całkowitej izolacji nie są w stanie długo prowadzić działań. Stwierdzono, że podejmują próby wymykania się z matni pojedynczo bądĽ w małych grupkach na tereny państw neutralnych, lecz zazwyczaj są wyłapywani przez tamtejszą straż graniczną.
Również nasze siły morskie są świadkami prób ucieczek na łodziach i wszelkich stateczkach. Kończą się one niestety często tragicznie z powodu przepełnienia ich, a także katastrofalnego stanu technicznego. W wielu przypadkach nasze torpedowce przychodziły takim rozbitkom z pomocą, ratując nieszczęśników dryfujących w morzu na kawałkach drewna.

Miejscowa ludność od samego początku nastawiona do naszych wojsk pozytywnie, teraz stara się odwdzięczyć za przyniesioną wolność, dzieląc się tym co jeszcze zostało, a także zapraszając na kwatery do swych skromnych domostw. Organizowane też są wspólne zabawy i potańcówki, co pozwala choć na trochę zapomnieć żołnierzom o rozłące z bliskimi.

[materiały fotograficzne nie zachowały się]

Żołnierze, wśród których jest wielu ojców, widząc straszliwą niedolę miejscowych dzieci starają się by choć na trochę zapomniały one o ponurej przeszłości i by ich dzieciństwo na powrót nabrało barw.

Tutaj oddział stacjonujący w jednej z wiosek urządził na zamarzniętej jeszcze rzece bezpieczną ślizgawkę, którą najpierw osobiście sprawdzili żołnierze, wchodząc na lód i ryzykując jego załamanie. Ale czegóż się nie robi dla uśmiechu na dziecięcej buzi.

Staramy się zapewnić ludności środki do przeżycia. Utrzymuje się ona głównie z rolnictwa i pasterstwa, a zasoby żywności i zwierzęta zostały zrabowane przez oddziały rebeliantów, lub skonfiskowane przez samozwańczy rząd. Do wielu osad mogą tylko dojechać ciężarówki z pługami śnieżnymi. Dowożą one żywność oraz najpotrzebniejsze do przeżycia artykuły.

System stałych posterunków na drogach oraz patrole tworzą siatkę wyłapującą niedobitki bojowników, a także zwykłe elementy kryminalne, widzące w wojennym chaosie szansę na łatwy i szybki zarobek, jak przeróżnej maści szabrownicy i złodzieje.

Nadszedł też czas odprężenia i relaksu. Żołnierze zaczynają turystycznym okiem spoglądać na malowniczą okolicę, pozują do pamiątkowych zdjęć i cieszą się spokojem.
Oto jeden z oficerów TKJR 1 pozuje przy pasterskiej chacie w górach. Twierdzi, że na pewno jeszcze tu wróci, ale już jako turysta: [materiały fotograficzne nie zachowały się]

Były również pierwsze odznaczenia, za bohaterskie czyny na polu walki. Nie tylko plutonowy siedzący w środku, który sam rzucił się na nieprzyjacielskie stanowisko karabinu maszynowego, kiedy jego żołnierze zalegli na polu bez możliwości wycofania się pod ogniem z zasadzki, ale też wielu innych nie szczędziło własnego życia.
Teraz pora znów stanąć pod ogniem…tyle że aparatów fotograficznych.

(-) Dowództwo Armegruppe von Rabl

Komunikat Armeegruppe von Rabl № 7/10

zeitung Franz Josef von Habsburg | 05. 03. 2010

 

Cały dzisiejszy dzień wojska nasze prowadziły szybkie działania pościgowe za rozbitymi ugrupowaniami nieprzyjaciela, nie pozwalając na konsolidację obrony. Ta zresztą sukcesywnie słabnie. Zdecydowany opór stawiają tylko formacje złożone z dobrze wyszkolonych najemników oraz zagranicznych sympatyków reżimu. Podejrzewamy, że ta postawa po części spowodowana jest strachem przed rzekomym odwetem naszych żołnierzy. Bo podejrzewamy, że to właśnie te formacje są odpowiedzialne za zbrodnicze akty przeciwko ludności cywilnej.
Naszym wojskom udało się uzyskać dowody potwierdzające, że ostrzał wioski Murdaria to zamierzona prowokacja. Znaleziono przy zatrzymanych, prawdopodobnie członkach ciprofloksijskich służb, broń będącą tylko na uzbrojeniu armii Austro-Węgier oraz części umundurowania, których z jakichś powodów nie zniszczyli. Podejrzani zostali przekazani komórce wywiadu (HK-Stelle) przy XIV Korpusie.
Żołnierze wkraczających na coraz to nowe tereny niedawno zajmowane przez przeciwnika są świadkami prawdziwego oblicza tego reżimu, który szaleńczej idei nie cofa się przed najskrajniejszym nawet okrucieństwem. Dla wielu, bardziej wrażliwych żołnierzy obrazy rzeczywistości są skrajnie traumatycznym przeżyciem.
Po przesłuchaniu wziętych do niewoli bojowników nasze służby wywiadowcze ustaliły, że najwyższe władze Ciprofloksji nie przebywają obecnie w stolicy, a ewakuowały się, lub wręcz uciekły, pozostawiając swoich podwładnych własnemu losowi.
Rosnąca liczba jeńców zmusiła nas do wypracowania strategii postępowania wobec nich. Członkowie władz oraz służb zostaną umieszczeni w miejscach odosobnienia pod kontrolą służb wywiadowczych, zaś szeregowi bojownicy zostaną tymczasowo umieszczeni w obozach jenieckich, gdzie zostaną poddani resocjalizacji, a po zakończeniu walk będą mogli powrócić do swych domów.

W obliczu takich obrazów w całych Austro-Węgrzech i Surmenii miękną serca obywateli, którzy chętnie udzielają pomocy finansowej i materialnej dla mieszkańców spustoszonych ziem. W siedzibie dowództwa Armeegruppe von Rabl zaczynają pojawiać się przedstawiciele organizacji niosących pomoc biednym.

Spotkano się z przypadkami pozostawiania własnemu losowi przez rebelianckich dowódców całych oddziałów, jak obsada posterunku w Alpach, pozostawionego bez żywności i jakiegokolwiek schronienia na pewną śmierć. Nieszczęśnicy początkowo rozgrzewali się miejscowym bimbrem, jednak wkrótce go zabrakło, a strach przed terrorem dowództwa i służb specjalnych nie pozwalał im na opuszczenie stanowiska. Głodni i zmarznięci czekali już tylko na śmierć. Dodam, że wszyscy to pojmani siłą chłopi, którzy zeznali o praktykach brania rodzin jako zakładników, co miało im „pomóc” w zachowaniu odpowiedniej postawy ideologicznej. Życie ci biedacy zawdzięczają dwóm aniołom w mundurach Cesarskich Strzelców Tyrolskich. Patrol z 2 Regimentu natknął się na szczelinę skalną, a w niej kilkunastu na wpół zamarzniętych, ubranych w łachmany i poowijanych szmatami nieszczęśników.

[podpis pod zdjęciem:  Sierżant – dowódca patrolu oraz młodziutki szeregowy. Nie chcieli publicznie ujawniać nazwisk, zostaną przedstawieni do odznaczenia.]

Na zdjęciu [nie zachowały się żadne materiały fotograficzne] jeden z uratowanych kurczowo trzyma bochen komiśniaka otrzymany od wspomnianego sierżanta. Ten piękny odruch ludzki pozostanie, mamy nadzieję, obrazem tej wojny w oczach przyszłych pokoleń.

Jednak są też i inne obrazy. Okropności wojny nie możemy pominąć milczeniem. Muszą być krzykiem i przestrogą dla naszych następców. Żołnierze oddziałów sanitarnych grzebią poległych nieprzyjacielskich bojowników z pełnym szacunkiem należnym człowiekowi i żołnierzowi.

Jednak żywym również należy pomóc. Życie musi wrócić na te ziemie, i to jak najszybciej. Zniszczoną doszczętnie infrastrukturę trzeba niezwłocznie odbudować. Tutaj oddział saperów odbudowuje zniszczony most kolejowy pod kierunkiem inżynierów surmeńskich oraz austro-węgierskich.

Mimo że walki zamierają nasze wojska muszą zachować ciągłą czujność, zwłaszcza przy wkraczaniu do miast i osad, wobec groĽby ataków partyzanckich. Nie wykluczamy, że niektórym grupom udało się ukryć przed naszymi oddziałami i mogą one podjąć znowu walkę.
Tutaj, po wkroczeniu do osady zwanej Verf Naiba nasz patrol zatrzymał dwóch podejrzanych osobników, nie pasujących wyglądem do wszechobecnej biedy i nędzy. Po wstępnym przesłuchaniu zostaną oni odesłani do komórki wywiadu. Zatrzymani odmawiają wszelkich odpowiedzi, jednak podejrzewamy, że jeden z nich to sołtys osady, a drugi należy do władz lub służb. Mieli oni przy sobie zaplombowaną skrzynkę, którą również odeśle się razem z zatrzymanymi.
Obaj byli pod silnym wpływem miejscowego bimbru, i mamy nadzieję, że wkrótce powrócą do przytomności i złożą zeznania.

(-) Dowództwo Armeegruppe von Rabl

Komunikat Armeegruppe von Rabl № 6/10

zeitungFranz Josef von Habsburg | 04. 03. 2010

 

Mimo nadal trudnych warunków atmosferycznych postanowiłem mimo wszystko podjąć działania ofensywne w obliczu przeciągającego się konfliktu. Ponadto istnieje groĽba jego rozszerzenia na inne tereny Kontynentu Wschodniego, dlatego trzeba podjąć energiczne działania i stłumić rebelię zagrażającą stabilności całego kontynentu.
Dzisiejszego poranka, już od godziny piątej trwały odprawy oficerów.
Na obu frontach dowództwa wszystkich szczebli kończyły ostatnie przygotowania do ofensywy.

Również na froncie południowym dowódcy musieli podjąć trudne i odpowiedzialne decyzje, m. in. w dowództwie 33 Regimentu Grupy Południowej. Sztab tego, jak i wszystkich innych regimentów noc spędził w polowym stanowisku dowodzenia, gdzie przy pierwszym brzasku wszystko już musiało być gotowe.

W tym czasie obserwatorzy artylerii dokonywali ostatnich pomiarów i poprawek w koordynatach ostrzału. Ogień musiał być niezwykle precyzyjny w celu zminimalizowania ofiar wśród ludności cywilnej oraz niepotrzebnych strat materialnych.

Artylerzyści, którzy całą noc spędzili na stanowiskach ogniowych są gotowi do otwarcia ognia. O godzinie 6 wszystkie baterie obu zgrupowań Armeegruppe von Rabl otworzą ogień do wyznaczonych celów, który na bieżąco korygować będą obserwatorzy artyleryjscy posuwający się razem z nacierającą piechotą.

Godzina 6 rano. Na całym froncie pada komenda: Batterie feuer! ciszę chłodnego, jeszcze zimowego poranka przerywa grzmot armatnich salw, ryk lecących pocisków i huk eksplozji tam, gdzie powinien znajdować się nieprzyjaciel. Wkrótce dym i pył uniósł się wysoko w powietrze zasłaniając całkowicie horyzont.
O godzinie 9 salwy ucichły, a artylerzyści czekali na wezwania o pomoc od obserwatorów. Rozległy się gwizdki oficerów i piechota ruszyła do natarcia. Rozmach działań oraz siła przygotowania artyleryjskiego okazała się druzgocąca. Tam, gdzie ogień dział nie rozbił wszystkiego nieprzyjaciel bronił się zaciekle, ale tylko do momentu kiedy nasza piechota zbliżyła się. Wycieńczeni, głodni oraz ogłuszeni artyleryjską nawałą bojownicy nieprzyjaciela poddawali się, mimo terroru swych dowódców.

Nie wszędzie jednak ogień artylerii przyniósł zakładany skutek. W wielu miejscach pozostały niewykryte, dobrze obsadzone stanowiska nieprzyjaciela, witające naszych piechurów seriami karabinów maszynowych. Piechota zalegała pod ogniem, mimo to nie obeszło się bez ofiar, byli ranni i zabici, jednak ofiarni sanitariusze wynosili swych rannych towarzyszy spod ognia nie szczędząc własnego życia.

Na froncie alpejskim w wielu miejscach natarcie prowadzono w skrajnie trudnym wysokogórskim terenie. Razem z regimentami tyrolskimi nacierali żołnierze surmeńskiego Pułku Hokuckiego, stacjonującego tuż przy naszej granicy. Stosowano tutaj taktykę okrążania stanowisk nieprzyjaciela, gdyż bezpośrednie ich szturmowanie przyniosłoby wiele ofiar. Ponadto żołnierze tych formacji to ludzie pochodzący z terenów górskich, więc nie mają sobie równych w poruszaniu się wśród skał błyskawicznie okrążając nieprzyjacielskie punkty oporu, których obsada w większości wypadków poddawała się po krótkiej wymianie ognia.

W wielu przypadkach, zwłaszcza na froncie południowym postępy natarcia ograniczała zniszczona infrastruktura. Oddziały Ciprofloksji stosowały taktykę „spalonej ziemi” niszcząc wszystko co mogłoby okazać się użyteczne dla naszych wojsk. Formacje saperów mogły pokazać swój kunszt, budując prowizoryczne przeprawy w ciągu bardzo krótkiego czasu, po których kolumny naszych wojsk mogły wznowić pościg za nieprzyjacielem nie dopuszczając do umocnienia się na nowych stanowiskach.
Wielu mieszkańców tych terenów tak ciężko doświadczonych miało nieskrywane łzy w oczach widząc kolumny maszerujących austro-węgierskich wojsk. Zapewne nie zapomną tego widoku do końca życia.

(-) Dowództwo Armeegruppe von Rabl

Komunikat Armeegruppe von Rabl № 5/10

zeitungFranz Josef von Habsburg | 04. 03. 2010

 

W ciągu ostatniej doby doszło do pewnej poprawy warunków atmosferycznych w rejonie alpejskim w związku z czym można było podjąć przygotowania do wznowienia działań ofensywnych.
Patrole intensywnie przeczesywały teren przyszłych działań podając położenie nieprzyjacielskich pozycji i oddziałów same pozostając nieuchwytne korzystając ze swej przewagi znajomości górskiego terenu i wyszkolenia

W dniu wczorajszym doszło też do incydentu morskiego. jeden z patrolujących torpedowców natknął się na na nieoznakowany niewielki statek i ruszył w pościg.. Załoga nie reagowała na sygnały do zatrzymania wobec czego oddano salwy ostrzegawcze. Wtedy podejrzana jednostka dokonała zwrotu próbując staranować ścigający okręt. Dowódca zmuszony został do otwarcia ognia, jednak po kilku celnych strzałach załoga opuściła go i poddała się, a sam statek zatonął z powodu uszkodzeń i katastrofalnego stanu jednostki.

W tym samym czasie na froncie południowym regimenty VII Korpusu prowadzą walki pozycyjne. Stwierdzono wszakże, że ataki nieprzyjaciela są coraz rzadsze i o znacznie mniejszej sile. Wskazuje to na pozytywne skutki blokady morskiej. Mogło się to przyczynić do rozprzężenia wewnętrznego w szeregach przeciwnika.

W dniu dzisiejszym przybyła bateria najcięższych moĽdzierzy z Regimentu Artylerii Fortecznej Nr 2 von Beschi z Krakowa. Działa te zostaną użyte tylko w ostateczności w razie napotkania silnych umocnień. Gdyby nie stwierdzono obecności celów godnych tak potężnej broni będzie ona tylko stanowić ogromne psychiczne wsparcie dla walczących żołnierzy, znających przecież możliwości i moc tych, jak je nazywają, „morserów”.
Użycie ich obarczone byłoby dużym ryzykiem dla ludności cywilnej z racji bardzo dużej mocy rażenia pocisków.

(-) Dowództwo Armeegruppe von Rabl

Komunikat Armeegruppe von Rabl № 4/10

zeitung Franz Josef von Habsburg | 02. 03. 2010

 

Dzisiaj oddziały grupy południowej wkroczyły na terytoria opanowane przez rebeliantów. Niespodziewanie nieprzyjaciel stawił silny opór, a w obliczu serii desperackich kontrataków sztab Armeegruppe von Rabl podjął decyzję o chwilowym wstrzymaniu natarcia i powstrzymaniu ataków wroga na umocnionych pozycjach.

Stwierdzono obecność dobrze wyszkolonych i uzbrojonych najemników i sympatyków zbrodniczego reżimu spoza Kontynentu Wschodniego, którzy niewątpliwie przybyli na te ziemie zanim rozpoczęliśmy blokadę morską.
W chwili obecnej lekkie jednostki floty dotarły już do swoich rejonów patrolowania i rozpoczęły blokadę wybrzeża. Eskadra krążowników pozostaje jako wsparcie ogniowe dla dywizjonu torpedowego.

Tym samym oceniamy, że blokada wkrótce przyniesie zamierzony skutek i grupy rebeliantów na lądzie zostaną odcięte od dostaw zaopatrzenia i napływu dalszych ochotników.

(-) Dowództwo Armeegruppe von Rabl

Komunikat Armeegruppe von Rabl № 3/10

zeitung Franz Josef von Habsburg | 01. 03. 2010

 

W dniu wczorajszym z powodu załamania pogody w rejonie alpejskim byłem zmuszony przerwać działania ofensywne i wydać oddziałom Grupy Zachodniej Armeegruppe von Rabl umocnienia się na zajętych terenach. Skrajnie trudne warunki pogodowe przyczyniłyby się do niepotrzebnych ofiar wśród naszych żołnierzy i cierpień. Do czasu poprawy warunków atmosferycznych wojska pozostaną na stanowiskach.

Ogromne opady śniegu są przyczyną zagrożenia lawinowego, a stwierdzono tez proceder ostrzału przez przeciwnika szczytów i górnych części zboczy w celu sprowokowania lawin na przemieszczające się oddziały naszych wojsk.
Mimo skrajnie trudnych warunków nasze wojska trwają na górskich pozycjach udaremniając wszelkie próby przełamania naszych pozycji lub przenikania przez linie frontu.