Komunikat Armeegruppe von Rabl № 2/10

zeitungFranciszek Józef II | 28. 02. 2010

 

W dniu wczorajszym, w godzinach wieczornych z bazy Marynarki w Poli wyszła eskadra krążowników w składzie: SMS Novara, SMS Szigetvar i SMS Kaiserin Elisabeth z towarzyszeniem dywizjonu torpedowców.
Eskadra ma za zadanie izolację terenów wroga od strony morza, ochronę żeglugi w rejonie trwania konfliktu oraz wsparcie własnych wojsk lądowych.

(-) Dowództwo Armeegruppe von Rabl

Komunikat Armeegruppe von Rabl № 1/10

zeitung Franciszek Józef II | 28. 02. 2010

 

Jak wszyscy wiemy, od kilku dni na naszych zachodnich i południowych granicach trwają ciężkie walki przeciwko siłom samozwańczej Biednej Republiki Ciprofloksji. W wyniku szaleńczej i nieodpowiedzialnej polityki najwyższych władz owej „republiki” rozpętano wojenną pożogę, w którą wciągnięto Surmenię i Austro-Węgry, co w dalszej kolejności miało zapewne doprowadzić do katastrofy całego Kontynentu Wschodniego, i wtedy ognia rewolucji już nie powstrzymałby nikt.
W pierwszych dniach konfliktu nieliczne oddziały żandarmerii oraz kompanie graniczne próbowały powstrzymywać uzbrojone po zęby watahy wrogów niosące śmierć i zniszczenie, pałające nienawiścią do wszystkiego i wszystkich. Dzielnie walczyły też regimenty sojuszniczej armii Surmenii, co dało nam czas na postawienie w stan gotowości naszych wojsk.
W chwili obecnej sytuacja jest już opanowana, tereny zajęte przez Ciprofloksjan są izolowane i sukcesywnie wyzwalane.
Na froncie zachodnim regimenty XIV Korpusu wspólnie z armią Surmenii zacisnęły stalowy pierścień okrążenia, jednak wysokogórski teren nie pozwala na szybką ofensywę.
Na południowym odcinku frontu jednostki VII Korpusu są już na swoich stanowiskach i przystępują do wkroczenia na tereny opanowane przez wroga.

(-) Dowództwo Armeegruppe von Rabl

JEDER STOSS – EINS TZIPROFLOX. INTERWENCJA W BRC

zeitungWalter Erich Jorg | 28. 02. 2010

 

Walentynki, Święto Zakochanych. Ten dzień dla mieszkańców Surmenii był bardzo wyjątkowy, poza wspomnianym świętem. Rewolucjoniści na wschodzie kraju ogłosili utworzenie nowego państwa. Nazwali ją Biedną Republiką Ciprofloksji, a stolicą stało się miasto Sifilisul. Na czele buntowników stanęła Elena Petrescu jako Tymczasowa Przewodnicząca Rady Państwa. Nasza Monarchia, jako sojusznik Surmenii, zdecydowała się wesprzeć armię Surmenii w zwalczaniu rewolucji.

Już 22 lutego Jego Cesarska i Królewska Mość Franciszek Józef II wydał akt o wzmożonej gotowości XIV. Korpusu. Trzy dni póĽniej Armee Oberkommando zadecydowało o utworzeniu kontyngentu złożonego z VII. I XIV. Korpusu oraz 4. Infanterie Truppendivision i wysłaniu Armeegruppe von Rabl (bo tak ją nazwano) do Biednej Republiki Ciprofloksji. Wśród naszych żołnierzy jadących na wojnę znalazł się również Gefreiter Otto Kreuzmann.

Po dotarciu na tereny rewolucjonistów żołnierze K. und K. Wehrmachtu byli świadkami, w jaki sposób się rządzi w Biednej Republice Ciprofloksji. W liście do matki Gefreiter Kreuzmann pisał: To jest państwo-duch. Słabo zasiedlone, prymitywne domostwa. W żaden sposób nie przypomina to naszych miast, lub chociażby wsi. Ludzie są tu bardzo często odurzeni alkoholem w dużych ilościach, ubrani w łachy nieprzypominające ubrań. A to nam zarzucali, że jesteśmy rozpijaczonym narodem

(…)

Wkrótce jednak pod rejony stacjonowania naszych oddziałów podciągnęły wojska ciprofloksjan. Po raz kolejny w dziejach, żołnierz Austro-Węgier wykazał się odwagą, wolą walki, hartem ducha. Pierwsze dni walk pozwoliły na znaczne odrzucenie sił Ciprofloksji na znaczną odległość od rejonów stacjonowania naszych żołnierzy. Szczególnie na froncie skavlandzkim działań wojennych, wraz z oddziałami sojuszniczej Surmenii, udało się zamknąć buntowniku w silnym pierścieniu. Na terenach wyzwolonych spod rządów rewolucjonistów nasi żandarmi pełnią funkcje stabilizacyjne – zaopatrują w żywność, leki, czuwają nad bezpieczeństwem. Wszyscy zdają sobie sprawę jednak z tego, że to dopiero początek.

 

[ON]Samunda part eins

news

Otto von Rütelheld | 26. 02. 2010

 

 

Z góry pragnę uprzedzić, że nie mam nic przeciw Samundzie, a to co publikuję to jedynie zasłyszane tu i ówdzie opinie:

1.
Dlaczego mieszkańcy Samundy nie są Żydami?
No bo, ku*wa, bez przesady…

2.
– Po co produkuje się białą czekoladę?
– Żeby Samundzi też się mogli nią upie*dolić.

3.
Czym różni się wiaderko gówna od Samunda?
– Wiaderkiem

4.
O obywatelstwo Samundy stara się jakiś facet.No i wpisuje powód:
„Wróciłem wcześniej do domu, zastałem żonę puszczającą się z kalekim śmierdzącym sąsiadem, syn zabawiał się z kolegą, a córkę ruchał pies. Zebrałem wszystkich tych sku*wieli i mówię: CZEKAJCIE! JA WAM TERAZ WSTYDU NAROBIĘ!”

5.
Po czym poznać, że dotarłeś autem do Katabongo?
To proste. Po prostu pod koła wpada Ci coraz więcej ludzi.

(Nie mogłem się oprzeć żeby to upublicznić. A wszystkie części to swoista kategoria bez kategorii)

Kult Węży – Dawniej i Dziś

newsIsabella Marie Swan | 20. 02. 2010

 

 

W starożytności węże były przedmiotem kultu wśród Egipcjan i Kreteńczyków. Również niektórzy Izraelici składali ofiary miedzianemu wężowi lub pilili kadzidło przed wizerunkami „stworzeń pełzających”.
Kult bogów-węży praktykowały również dawne ludy Meksyku. Jedno z głównych bóstw Majów, Itzamnaah, miało wśród swych atrybutów właśnie węża. Quetzalcoatl (co znaczy „pierzasty wąż”) był u Tolteków bogiem wiedzy, kultury i filozofii. Również Aztekowie czcili go jako boga wiedzy, a nawet jako stworzyciela ludzi. Na temat ról i umiejętności owego bóstwa w czasopiśmie Arqueologia Mexicana powiedziano: „Pierzastemu Wężowi zaczęto przypisywać wiele znaczeń, być może więcej niż jakiemukolwiek innemu bóstwu”.
Mieszkańcy Mezoameryki czcili Pierzastego Węża przez wiele stuleci. Obecnie nadal w niego wierzą meksykańscy Corowie i Huicholowie. W trakcie pewnych świąt przystrajają się piórami i wykonują tańce, podczas których naśladują ruchy węża. Z kolei Kiczowie odprawiają rytuał płodności, którego elementem jest taniec z wykorzystaniem żywych węży. A gwatemalscy Majowie Chorti oddają część innemu upierzonemu wężowi, którego utożsamiają z kilkoma katolickimi świętymi.

Na południowym wschodzie Stanów Zjednoczonych pewne charyzmatyczne wspólnoty religijne odprawiają obrzędy z wykorzystaniem żywych jadowitych węży. Uczestnicy unoszą takie niebezpieczne zwierzę lub wkładają je sobie na ramiona; niektórzy biorą nawet kilka węży naraz. Rozdrażnione ruchem i przestraszone gady czasem atakują. Na przestrzeni lat od ukąszeń umarły już niejeden człowiek biorący udział w tych rytuałach.
Zwolennicy takich praktyk religijnych powołują się na Ewangelię Marka 16:17,18 – gdzie między innymi powiedziano: „Będą rękami brać węże”. Jednak jest to tylko błędna interpretacja i próby wyjaśnienia swoich wierzeń.

I.S.