Wolne przemyślenia starego Monarchy – o potęgach dzisiejszego świata

zeitungFranciszek Józef II | 07. 07. 2008

 

Dziś zajmę się tematyką obecnie istniejących liczących się krajów i organizacji. Nie będzie to bynajmniej wywód o naszej racji stanu ani o naszych zamiarach wobec państw, gdyż te są zawsze głęboko ukryte.

Przede wszystkim, zacznę od „wielkiej trójki”. Dziś, po pewnych przemianach, jej rola w naszym świecie jest już mniejsza niż kiedyś. Nieskromnie przyznam, że od mojego sprzeciwu w Organizacji Polskich Mikronacji zaczęła się ważna jej reforma – zlikwidowano instytucję Członków Stałych. Po co nam ona była? Pobieżnie „tłumacząc tłumaczenia” tychże Członków można przedstawić to następująco: „My [Cz. Stali], będziemy sprawować kontrolę nad Wami, bo możecie być za bardzo rozbrykani.” Dzięki temu mamy dziś równe głosy. I jakoś się nam Organizacja nie zawaliła. I tutaj trzeba pochwalić Dreamland, który jako jedyny potrafił się zachować szlachetnie. Nikt nas stamtąd nie pouczał, nikt nie prawił nam morałów.

Ponadto, o ile kiedyś ta trójka mogła być pewnym wzorem, wyznacznikiem dobrego savoir-vivre’u, o tyle dziś mogę tak powiedzieć głównie o Dreamlandzie. Sarmatom nigdy nie zapomnę ataku na strony Surmenii. Ataku? To chyba nieco omyłkowa nazwa… Dla mnie było to zwykłe przestępstwo. Najzwyklejsze, podłe, niegodziwe przestępstwo. Parafrazując: nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić tego typu działania. Po prostu się tym brzydzę.

Ale czyż nie jest to wykładnia tego, jak się traktuje mniejsze i młodsze państwa? Czy naprawdę jest aż tak duże przyzwolenie społeczne na traktowanie kraju jak śmiecia? Ja nie mówię, żeby traktować każdego jako równorzędnego partnera. Ale czy nie można uznać, że ktoś jest po prostu państwem. Jakoś Sarmacji nie przeszkadzało, że Trizondal jest yoyonacją (rozwiniętą, ale yoyonacją), że Lolardia nie ma praktycznie żadnego szacunku (po upozorowanej śmierci).

Ponadto, dyplomację państw trójki charakteryzuje często (i tu znów Dreamland się wybija) całkowity brak poszanowania dla zasad i reguł obowiązujących w danym kraju. Ja nie mówię, że mi na tym zależy, ale nie wydaje mi się, bym był „Cesarzem Austro-Węgier”, a Austro-Węgry były „Cesarstwem”. Czy nie jest to brak profesjonalizmu? Tak samo jak nikt nie potrafi zapamiętać, że nie ma „Królestwa Surmenii”, jest Królestwo Surmeńskie. Zresztą, jak mamy oczekiwać profesjonalizmu, jeżeli nagle Scholandia, sojusznik Dreamlandu, zdaje się być bliżej Sarmacji (a to już wrażenia ze Szczytu, gdzie Sojusz głosował osobno).

To tyle o „trójce”. Zastrzegam, że fakt, iż doceniam Dreamland nie stanowi naszego zmarionetkowania. Wydaje mi się, że jest raczej efektem spędzenia uroczych kilku godzin w towarzystwie przedstawicieli Brugii i właśnie Dreamlandu „U Szwejka”.

Teraz może trochę o całkowicie nowym sojuszu, a mianowicie o Trójprzymierzu jednoczącym Austro-Węgry, Brugię i Surmenię. Można mówić, że to „źle kojarząca się nazwa” (choć nie wiem, czemu, bynajmniej Ententa nie wydaje mi się lepsza), że to już było, albo że te państwa nie mają żadnego wpływu. Cóż, każdy od czegoś zaczynał, a my w Trójprzymierzu mamy mapę mikronacji, choć nie zamierzamy blokować nikomu dostępu do niej. Dzięki temu mamy po prostu pewność, że na Kontynencie Wschodnim nie pojawi się już żadna yoyonacja. Swoją drogą, pragnę podziękować Brugii i Natanii za stworzenie kolonii – dzięki temu następne yoyonacje będą musiały wybrać sobie teren gdzie indziej.

Nasz sojusz nie zawiera w sobie być może wielkich terytoriów, ale po pierwsze – mamy najlepszą (najlepiej opisaną) armię, mamy w każdej sprawie trzy (w OPM dwa) głosy. Nie jesteśmy skłóceni – jak pokazał Szczyt OPM, potrafimy się dogadać i znaleźć wspólny język. Rozumiemy mniejsze kraje, nie ignorujemy ich, szanujemy czyjeś tradycje, protokoły dyplomatyczne i reguły.

Ponadto, mamy kolejną siłę – Wandystan z jego siostrpaństwami. Tak, można się śmiać, ale z bełkotu o monarchofaszystach wyrasta następny zwarty sojusz. Wandystan jest państwem powszechnie obecnym w naszej świadomości i, co za tym idzie, znanym. Dlatego też reprezentuje często interesy Gnomii i Morvanu. Gnomia i Morvan natomiast… no cóż, na pewno mogą zrobić pewne rzeczy, których Wandystan nie może. Poza tym, Gnomia, choć ma pewne znamiona żartobliwości, jest krajem całkowicie profesjonalnym.

Pamiętajmy jednak, że jeżeli Gnomia i Morvan „dogadają się” ze wszystkimi, to przecież grupa państw socjalistycznych będzie potężniejsza. I szczerze przyznam, że o ile w innych przypadkach może być różnie, o tyle z Wandystanem warto współpracować. Co by nie powiedzieć, na pewno jest to kraj rzetelny, często potafi się zachować taktowniej od niejednego kraju „monarchofaszystowskiego”.

To tyle moich wywodów o głównych siłach i ośrodkach w naszym świecie – mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem. Jeżeli ktoś to przeczyta i posypią się noty protestacyjne gwarantuję, że zmienię o nim swoje zdanie. Na gorsze, o ile się da. Natomiast jeżeli Wandejczycy mnie zwyzywają w „Wandei Ludu” – cóż, odpowiem Wam wtedym pewnym tradycyjnym, wandejskim pozdrowieniem.

II. Ferenc Joska

Koniec rządu!

zeitungVidor Simon  | 04. 07. 2008

 

Zapewne zdziwić może Państwa moja reakcja na dymisję Premiera i całego Rządu, jednak to oświadczenie Vidora Simona, a nie MSZ, wyjaśni Państwu wiele.

Jak wszyscy wiemy zajmowałem w tymże gabinecie stanowisko Ministra Spraw Zagranicznych i starałem się nie mieszać w dziwne akcje Pana Premiera, które były o tyle irytujące, co niszczyły wizerunek Monarchii i wszystkich członków Rządu.
Czarę goryczy przepełniło jakże żywe „expose” Pana Premiera wtedy to podjąłem decyzję o podaniu się do dymisji oraz o wystąpieniu z Partii Umiarkowanego Postępu o czym poinformowałem Premiera C. i K. Pocztą, Ministra Spraw Wewnętrznych w prywatnej rozmowie oraz napisałem oświadczenie, któego tytuł wyjaśniał wiele. Pojawiło się ono na stronie Monarchii jednak klikając w odnośnik nic się nie działo. Dlaczego?
Otóż Premier przekonał mnie do tego, abym swoją dymisję wycofał, obiecując, że złoży projekty ustaw rządowych, powstrzyma się od sarkazmu oraz innych zbędnych zachować i działań, jakie prowadził.

Ostatnimi czasy doszło między nami do poważnego sporu o projekty, które przedstawił w Zgromadzeniu Parlamentarnym – godziły one w wszelkie normy, a tym bardziej w powagę Zgromadzenia, ale ja poddałem je pod debatę, licząc na to, że Pan Premier wprowadzi odpowiednie poprawki – cóż nie doczekałem się. I myślę, że nawet gdyby Premier nie podał się do dysmiji to byśmy się ich nie doczekali.

Na koniec tego rządu trzba podsumować jego działania:

1. Zerwanie konkordatu, chociaż Rząd nie ma do tego prawa, brak konsultacji z MSZ,
2. Brak budżetu na lipiec i sierpień,
3. Brak wypłat dla urzędników państwowych
itd.

Dzisiaj skończyła się pewna epoka – zacznie się inna, oby lepsza.

Pozdrawiam,
(-) Vidor Simon
Przewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego