Wolne przemyślenia starego Monarchy – Ekscelencjo Modliński, proszę, bez paranoi!

zeitungFranciszek Józef II | 26. 07. 2008

 

Witam serdecznie, zarówno Austriaków, Węgrów jak i mieszkańców Piątej Rzeczypospolitej Polskiej! Dzisiejszy artykuł będzie, jakby to ująć, w dwóch formach. Otóż, z jednej strony będzie o Panu Kazimierzu Modlińskim, z drugiej natomiast do owej Ekscelencji. Dziwi pewnie fakt, że zajmuję się ową personą, która dla Austro-Węgier wielkiego znaczenia nie ma. Pytanie, czy równie dobrze mógłbym pisać o grófie de Csabathay, o Panu Bergholzu albo choćby o poczciwym markgrafie Hegerze? Nie, bowiem gdybym nawet miał cokolwiek o tychże osobach do powiedzenia, winno to pozostawać w mojej głowie. Jestem wszak wobec tych osób związany relacją urzędową, jaka tworzy się między władcą i mieszkańcem. Poza tym, nie uważam naszych ludów za niemyślące, toteż wiem, że same potrafią sobie wyrobić opinię. Pan Modliński nie spełnia tych kryteriów – nie jestem ani władcą państwa, w którym mieszka, ani większość z mieszkańców go nie zna. Dlatego właśnie pozwoliłem sobie na krótki opis. Pragnę zastrzec, że nie ujawniam szczegółów prywatnych rozmów, a jedynie ich ogólne efekty, co najwyżej moje własne cytaty.

Zacznę od zapoznania. Z Ekscelencją Modlińskim poznałem się w zwyczajnych – fachowo możnaby rzec roboczych – okolicznościach. Starałem się traktować jak zawsze przy zapoznaniu – możliwie grzecznie i z taktem. Z początku zdziwił mnie fakt, iż chyba kilkakrotnie próbowałem wytłumaczyć, że w sprawie relacji międzynarodowych należy rozmawiać z Rządem, a Jego Ekscelencja wciąż kontaktował się ze mną. W istocie, mogłoby się to wydać śmieszne, ale niemal codzienne pytania, czy będę na umówionym z Rządem spotkaniu (przy mojej odpowiedzi odmownej) stawały się nużące. No, ale trzeba być cierpliwym, zwłaszcza że V Rzeczpospolita to kraj całkiem sympatyczny i bynajmniej nie uważam go za nieprzyjazny.

Po tym wydarzeniu Austro-Węgry, Brugia i Surmenia zawiarły Pakt Trójprzymierza – sojusz wojskowy, nie wymierzony przeciwko absolutnie nikomu. Wtem Pan Modliński raczył zapytywać mnie o możliwość sojuszu z naszym krajem. Ja, zgodnie z dżentelmeńską umową z innymi państwami, uznałem że jedyna możliwość istnieje poprzez dołączenie VRP do Trójprzymierza (choć nigdy wcześniej nie sygnalizowno tego z ich strony), tak też odpisałem. W owym czasie poznałem prawdziwą, nieco paranoiczną naturę Ekscelencji Modlińskiego. Otóż Ekscelencja Modliński (przepraszam za cytat) „wściekł się” i zapowiedział, że VRP stworzy sobie wobec tego Ententę i że z tego naszego Trójprzymierza nigdy nic dobrego nie wynikło, a efektem była Wielka Wojna. Cóż, zawsze mi się wydawało, że za zamachem w Sarajewie stał wywiad serbski i to Serbię należy winić, ale widać tworzenie nowych wersji historii jest w modzie. Trzy lata człowiek siedzi w tym fachu i cały czas się dowiaduje nowych rzeczy, naprawdę. To czyni z Pana Modlińskiego instytucję edukacyjną, może powinniśmy go zgłosić do jakiejś dotacji Ministerstwa Edukacji Narodowej w Rządzie RP?

Nie to jednak najbardziej zwraca uwagę. Mnie najbardziej osobiście poruszył fakt, że przedstawiciel obcego państwa „wścieka się” na nasze decyzje. Jakim prawem? Przecież Rzeczpospolita to nie ZSRR, a Monarchia to nie PRL, żeby ktoś się miał prawo wściekać! Zostałem potraktowany jak monarcha państwa, które od Rzeczypospolitej jest zależne i wobec niej niemal satelickie. Nie podnosiłem jak dotąd sprawy na forum międzynarodowym, wolałem wnieść skargę do Jego Ekscelencji Prezydenta Rzeczypospolitej. Nie żądałem oczywiście dymisji Pana Modlińskiego – bo nie mam takiego prawa. Jeżeli obce państwo zechce powołać na swojego urzędnika choćby i kogoś jawnie nam wrogiego, nie mamy żadnego prawa żądać usunięcia go. Natomiast moim obowiązkiem wobec państwa, które szanuję, było wskazanie samych faktów, które świadczą o Ekscelencji Modlińskim. Nie uważam, by Prezydent Rzeczypospolitej nie potrafił sobie na ich temat wyrobić własnej opinii, toteż pozostała mi tylko rola przekazującego fakty.

Ostatnio zdarzył się kolejny bulwersujący fakt. W Unii Kontynentu Wschodniego postanowiono rozwiązać kwestię ziem niczyich. Ekscelencja Modliński, jakby się wywodził z UKZT, zażądał „kolonii” w zamian za zaakceptowanie ustaleń Unii. Mnie się to wydaje po prostu śmieszne. W Unii nigdy nie było tak, żeby któreś z państw dyktowało innym warunki koegzystencji – nie robiły tego ani Austro-Węgry ani nikt inny. Kiedy mu odmówiono, zaczął grozić, że nawiąże „sojusz wojenny” z Sarmacją. Pan Modliński uważa, że my chcemy wojny – problem w tym, że tylko ja mam prawo wypowiadania wojny, poza tym jako połowa (chwilowo całość) Naczelnej Komendy Armii nie dopuszczę do napaści na kogokolwiek bez casus belli. Chyba, że ów sojusz miałby się wzorować na akcji z kwietnia 2006 r. pt. „Nie drażnij Sarmacji!”, no to gratuluję wzorców.

Wniosek z tego taki, że Pan Modliński, gdy jest mu coś nie w smak, popada w paranoję i albo sam widzi zagrożenie ze strony wszystkich, albo zaczyna grozić wszystkim. Problem w tym, że to jest dobre na krótką metę – im więcej osób się na tym pozna, tym mniej to będzie skuteczne. Ja sam znałem osobę, która chciała wszystkich skazywać i wszędzie widziała wrogów. Ów jegomość nie skończył zbyt dobrze, a jego państwo po dziś dzień śpi snem głębokim. Nadzieja pozostaje w Jego Ekscelencji Prezydencie V Rzeczypospolitej Polskiej Danielu Rawińskim, który jawi się jako osoba spokojna i rozsądna. Jak będzie – czas pokaże.

Pozdrawiam serdecznie,
(-) FJ 2.0, monarcha zadowolony z faktu, że po oddaniu niemal całej władzy może sobie komentować do woli

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *